Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Kultura rodzi się z duszy narodu

Z ks. prał. dr. Wiesławem Aleksandrem Niewęgłowskim – Krajowym Duszpasterzem środowisk Twórczych – rozmawia ks. inf. Ireneusz Skubiś

 

Ks. Ireneusz Skubiś: – Jest Ksiądz Prałat duchowym przewodnikiem ludzi polskiej kultury. Pamiętam nasze spotkanie w 2000 r. w Watykanie u Ojca Świętego Jana Pawła II. Kiedy Papież poprosił Księdza o parę nazwisk ludzi kultury w Polsce, Ksiądz Prałat wymienił ich kilka. Na to Ojciec Święty odpowiedział: „Te to ja znam. Proszę o nowe nazwiska”. Dzisiaj i ja chciałbym zadać Księdzu Prałatowi podobne pytanie, choć może w nieco innej formie. Jaki jest stan polskiej kultury? Czy można w niej zauważyć jakieś nowe, wybijające się nazwiska?
Ks. prał. Wiesław Aleksander Niewęgłowski: – Na początek pewne sprostowanie. Nie przewodzę ludziom polskiej kultury, lecz im służę. Wtedy, u Ojca Świętego, wymieniając nazwiska, wskazywałem na osoby, które Papież znał, myśląc że nowe nie mają dla niego odniesień. Oczywiście, jak Ksiądz Infułat pamięta, przywoływaliśmy później kolejnych twórców współczesnej kultury.
 

 

Stan polskiej kultury jest taki, jak stan polskiego społeczeństwa – wszak kultura rodzi się z samoświadomości, z duszy narodu. I kiedy przeżywamy teraz różnego rodzaju zapaści, to ma to swoje przełożenie także na kulturę. Ludzie nie mający stabilnej sytuacji życiowej, czy są w stanie tworzyć? Tworzenie wymaga spokoju, ładu, poczucia bezpieczeństwa. W sytuacji niepokoju, lęku, w przesłaniu, w podejmowanej tematyce rodzi się wąskie, często doraźne pasmo pytań i odpowiedzi. Kultura, zamieniając się w publicystykę, staje się miejscem sprzeciwu, chwilowego buntu, szyderstwa.
Czy można zauważyć nowe nazwiska? Każdy rok, sezon, festiwal czy konkurs rodzą nowe imiona i twarze. Nie zawsze idzie to w parze z jakością. I kiedy mówimy o nazwiskach, zauważmy, że często są to nazwiska promowane przez mechanizmy rynkowe, a nie przez wartość ich dzieł. Z przykrością trzeba stwierdzić, że koncepcja kultury amerykańskiej, która traktuje dzieła kultury jako towar do sprzedania, dość mocno zadomawia się w polskiej rzeczywistości i twórcy stają się tymi, którzy mają do zaoferowania na rynku taki czy inny produkt. Często udzielane nagrody idą w tym kierunku. Proces ten rodzi poważny niepokój, jeśli chodzi o stan i przyszłość naszej kultury. W komunizmie z jakimże trudem i ofiarą zabiegaliśmy, aby kultura była niezależna. W tej chwili oddajemy tę niezwykle ważną przestrzeń prawom podaży i popytu. Czy na własne życzenie możemy sobie pozwolić na nowe zagrożenia, zwłaszcza kultury sterowanej przez wątpliwe promocje i prawa rynku?
– Czy dostrzega Ksiądz Doktor zjawiska świadczące o rozwoju polskiej kultury?
– Rozwój polskiej kultury z pewnością ma miejsce. Staramy się nadążać za światem, mamy ciekawe prezentacje teatralne, filmowe, nie mówiąc o szerokiej gamie propozycji muzycznej. Kultura jest najlepszym ambasadorem narodu w świecie.
– Czy mógłby Ksiądz wskazać tu konkretne osoby?
– Nie chciałbym wymieniać nazwisk, żeby kogoś nie pominąć.
– A jak wygląda duchowość w naszej kulturze?
– Przez dziesiątki lat sacrum w kulturze żyło tylko w enklawach kościelnych. Teraz pragnie mieć równouprawnione obywatelstwo. Działalność, którą na terenie całej Polski podejmują twórcy, artyści, menadżerowie, jest uderzająca, jeśli chodzi o skalę różnych dzieł, propozycji związanych z nurtem chrześcijańskim, z osobą Ojca Świętego albo z wydarzeniami patriotyczno-religijnymi. To nasycenie jest widoczne i z tym wszyscy się oswajają. Przed paru dziesiątkami lat najbardziej popularną propozycją literacką były wypisy z dzieł kultury polskiej i światowej, prezentacje antologii zapoznanych tekstów z czasów rozbiorów, powstań, dwudziestolecia międzywojennego. Teraz widoczny jest głos oraz nowe formy współczesnych twórców, ich teksty, pieśni, kompozycje. Budzi to dużą nadzieję, że kultura w Polsce ma nie tylko wymiar horyzontalny, ale i duchowy, transcendentalny.
– Ksiądz Prałat jest duszpasterzem środowiska ludzi kultury. Jak Ksiądz postrzega ich rozwój, któremu na imię „wzrastanie w wierze”?
– Duszpasterstwo jest wspólnotą ludzi. Naszą troską jest ich duchowe życie jako dojrzałych i świadomych chrześcijan. Na przełomie II i III tysiąclecia polscy twórcy w Warszawie wybudowali w samym środku miasta kościół pw. św. Brata Alberta i św. Andrzeja Apostoła (pl. Teatralny 18 w Warszawie). Kościół ten jest latarnią, która świeci nie tylko twórcom w stolicy, ale i w Polsce. To jedyny kościół na świecie, który wybudowali sami artyści, pisarze, dziennikarze z myślą o swojej duchowości, o swoim życiu religijnym, a także w jakiś sposób artystycznym. To szczególny i wyjątkowy znak czasu.
Duszpasterstwo jest pracą z jednej strony dotyczącą wspólnot, z drugiej – indywidualną, gdzie trzeba widzieć każdą osobę oddzielnie, pojedynczo. Wymaga stałej dyspozycyjności. Jedni artyści bywają tutaj często, inni przychodzą do naszego kościoła co tydzień, inni co miesiąc, jeszcze inni w sytuacjach, gdy wywróci im się wagon szczęścia. Charakterystyczne jest w naszej wspólnocie zjawisko dużego zaangażowania zwłaszcza artystów młodych, kończących studia, szczególnie środowiska muzycznego. W kościele odbywają się liczne koncerty, bywa, że niektóre z nich są jednocześnie zaliczeniem dyplomu czy ukończenia studiów. Ciekawe są też propozycje np. dziennikarskie. Duszpasterstwo sprzyja różnorakim inicjatywom artystycznym, duchowym, podejmowanym przez laikat. Staramy się wyjść naprzeciw owym działaniom oddolnym i stworzyć optymalne warunki dla ich realizacji.
– Swego czasu był Ksiądz Prałat duszpasterzem akademickim u św. Anny w Warszawie. Czy podejmuje Ksiądz w swojej pracy wątki podobne do tamtej działalności z ludźmi młodymi?
– Tak. Doświadczenia duszpasterstwa akademickiego są w jakiś sposób obecne w mojej pracy, zwłaszcza jeśli chodzi o duszpasterstwo indywidualne. Istnieje także pewna kontynuacja pracy ze studentami. Po pierwsze dlatego, że przychodzą tutaj studenci uczelni artystycznych, po drugie – jako pracownik akademicki mam stały kontakt ze studentami dziennikarstwa UKSW. Nasze zajęcia odbywają się często na terenie Duszpasterstwa Środowisk Twórczych. Tutaj studenci mają swój Klub „Fides et Ratio”, prowadzą gazetę internetową. Jednak specyfika duszpasterstwa ludzi kultury tworzy odmienne wyzwania i potrzeby, stąd młodzi są ważną, ale tylko częścią naszej troski.
– Na czym szczególnie zależy Księdzu Prałatowi w formacji ludzi środowisk twórczych?
– Środowisko twórców to środowisko nie tylko zróżnicowane, ale także bardzo zatomizowane. Niektóre stowarzyszenia i związki twórcze mają w swoich szeregach przede wszystkim starsze osoby, jest widoczny brak średniego i młodego pokolenia. Przepaść pomiędzy pokoleniami jest dość widoczna. Ponieważ większość twórców pracuje indywidualnie w swoich gabinetach, pracowniach – nie pisze się przecież książki, ani nie komponuje muzyki zespołowo – nie ma w nich potrzeby ani imperatywu, aby być z innymi. Stowarzyszenia i związki twórcze straciły swoją dawną funkcję nobilitacji, promocji czy pomocy.
Duszpasterstwo Środowisk Twórczych od trzydziestu lat łączy wszystkie środowiska twórcze. W świątyni, gdzie twórcy spotykają się na modlitwie, rozmawiają, dyskutują, doświadczają daru poczucia wspólnoty. Tutaj następuje swoista integracja. Kościół staje się miejscem jedności – i to jest jego szczególna misja.
Druga misja to pogłębienie życia wiary twórców. Oczywiście, jest z tym bardzo różnie. Jedni są gorliwymi, wierzącymi ludźmi, w wyniku swoich doświadczeń i przemyśleń są bardzo blisko Pana Boga. Praktycznie w każdą niedzielę jest na Mszach św. 800-900 osób, z których 70% przystępuje do Komunii św. Uczestnictwo takie wskazuje na pogłębione i dojrzałe chrześcijaństwo części twórców. Ale są też różni ludzie pogubieni, tak jak i w całym naszym społeczeństwie, i to wymaga innych działań, zachowań i propozycji. Odkąd istnieje duszpasterstwo, jest więc również katechumenat dorosłych, gdzie ich chrzczę, przygotowuję do spowiedzi, do I Komunii św., do sakramentu bierzmowania. To zjawisko stało się czymś jednostkowym, ale permanentnym. Kościół jest dla niektórych twórców miejscem, o którym wiedzą, że zawsze można tu przyjść, jeśli znajdą się w potrzebie.
– Z tego, co wiem, Ksiądz pracował ze środowiskiem twórców już w czasach kard. Stefana Wyszyńskiego...
– Wtedy tę pracę zaczynaliśmy. Kiedy przedłożyłem Księdzu Prymasowi mój pomysł, aby stworzyć duszpasterstwo twórców, on najpierw się uśmiechnął, a potem powiedział: „No wiesz, to jest prawie niemożliwe. Ale próbuj. Jeśli się uda, to będzie niezwykłe, ważne wydarzenie zarówno dla Kościoła, jak i dla tych ludzi”. No i spróbowaliśmy. I z tej otwartości Prymasa zrodziła się cała forma duszpasterska, która w tej chwili wyraźnie zaznacza się w polskich diecezjach. Prymas Tysiąclecia erygował Duszpasterstwo Środowisk Twórczych. Przywołując tamte początki 3 sierpnia br. – w 105. rocznicę urodzin kard. S. Wyszyńskiego – odsłonimy jego popiersie na frontonie naszej świątyni.
– Jak wygląda kontakt Księdza z duszpasterzami twórców w innych diecezjach?
– Chciałbym wyrazić moje uznanie dla działań, które podejmowane są w różnych miastach, zarówno przez duszpasterzy, jak i środowiska twórcze. Wiele z tych duszpasterstw ma swoje strony internetowe, które ukazują skalę tych działań. Mamy wspólne spotkania przynajmniej raz w roku, gdzie omawiane są sprawy bieżące. Jest ogólnopolska pielgrzymka twórców na Jasną Górę – zawsze w drugą sobotę października, to okazja do spotkania nie tylko na modlitwie, ale i między sobą. Dziś nie jest to wydarzenie tak masowe, jak było np. w stanie wojennym, kiedy z Warszawy do Częstochowy jechaliśmy w 22-25 autokarach. Teraz warszawscy pielgrzymi duszpasterstwa jadą 4-5 autokarami, co jest mało jak na Warszawę, ale dużo jak na jeden ośrodek. Bywa, iż wielkie parafie nie są w stanie wygenerować takiej liczby pątników.
– Kultura się rozwija, gdy jest wolna. Jak jest w obecnej sytuacji – czy nasza wolność jest współczynnikiem rozwoju polskiej kultury?
– Wiele osób, zarówno w naszym społeczeństwie, jak i w środowiskach ludzi kultury, nie rozróżnia wolności od swawoli, hołduje idei wynikającej z postmoderny, iż każdy jest demiurgiem i kreatorem norm oraz zachowań. Efekty takiego myślenia możemy oglądać. Często słyszy się, że kultura polska jest toksyczna, że truje i tępi naszą wrażliwość. Stwierdza się tak zwłaszcza w kontekście skandalistycznych wydarzeń „artystycznych”, które odbiegają od powszechnie przyjętych norm. Wolność więc nie zawsze bywa współczynnikiem rozwoju naszej kultury. Media, które uważają się za wolne, jednocześnie podlegają wydawcom, właścicielom. Patrzymy z uwagą i troską na tytuły pism, na programy telewizyjne, które w poważnym stopniu, lub całkowicie, zależą od obcego kapitału.
Patrząc na polską sytuację kulturową w chwili obecnej, widzimy w niej niebagatelną obecność westernalizacji, wzrastającej w niej dominacji elementów kultury zachodniej. Podczas transformacji dokonano bowiem niewłaściwego zapisu konstytucyjnego, który nas poważnie ogranicza. We Francji np. jest zapis, który mówi, że media tego kraju musi wypełniać w minimum 2/3 twórczość narodowa, a tylko w 1/3 twórczość obca. Jeśli zaś chodzi o Polskę, zafundowaliśmy sobie układ odwrotny: 2/3 dorobku obcego. To powoduje, że spadają na nas ciągle kolejne fale kultury obcej, często niezbyt wysokiego lotu, co budzi duży niepokój. Gdyby przyjęto zapis francuski, mielibyśmy na co dzień w polskim radiu czy telewizji, nie tylko drugie tyle dzieł polskich ale i drugie tyle twórców mogłoby mieć w Polsce pracę. Ten zapis konstytucyjny – uważam – powinien być raz jeszcze rozważony i poprawiony.
– Jak Ksiądz Prałat odbiera takie zjawiska w kulturze, jak np. bezczeszczenie znaków chrześcijańskich?
– Problem polega na tym, że: po pierwsze – w tego rodzaju zachowaniach widoczny jest brak elementarnej kultury osobistej i zwykłej ludzkiej wrażliwości, a po drugie – tego rodzaju pomysły pseudoartystyczne wymyślane są przez miernych artystów, którzy nigdy nie zaistnieliby w kulturze i w sztuce. Tylko przez skandal może się ktoś dowiedzieć o ich istnieniu, bo skandal bywa dla nich jedyną formą promocji. Na tego rodzaju zjawiska trzeba po prostu popatrzeć jeśli nie z politowaniem, to ze współczuciem.
– Jak pracować nad całym narodem, żeby miał wyczucie prawdziwego piękna?
– To już pytanie do księży biskupów, do Konferencji Episkopatu.
– Ksiądz Doktor może mieć ciekawe propozycje...
– Ojciec Święty Jan Paweł II mówił, że kultura wymaga świadomości dziedzictwa naszej przeszłości, które jest bogactwem narodu. Kultura potrzebuje więc vetera et nova – pomnażania, przekazywania innym dziedzictwa oraz dołączania do niego nowych dzieł kultury wysokiej. Obserwowana obecnie promocja kultury popularnej albo kultury plebejskiej jako jedynej właściwej i najlepszej jest jakąś formą nieporozumienia. Powinniśmy dawać ludziom różnego rodzaju strawę, ale to nie musi być tylko „ciastko z kremem” – kultura lekka, łatwa i przyjemna. Dla organizmu jest dobrze, kiedy w menu jest też i razowy chleb. W związku z tym kultura współczesna powinna nieść wartości, które przychodzą do nas z wczoraj, ale i ukazywać rozwiązania, które pomogą widzieć jutro – deser rozrywkowy, ale i dania pożywne.
– Jak Ksiądz widzi w tle tego wszystkiego, o czym mówiliśmy, wielki autorytet Jana Pawła II, niezwykłego człowieka kultury?
– Jednym z głównych rysów pontyfikatu Jana Pawła II była kultura. Mamy świadomość, jak wielki miał wkład w polską – ale i światową – kulturę, a jednocześnie jak bardzo promował polską kulturę na świecie. Jego wskazania, które były skierowane do twórców w Polsce, jak i te zawarte w Liście do artystów, są ciągle aktualne. Mówił on m.in., że potrzebny jest kulturze jej „pionowy wymiar”. Potrzebny on jest także każdemu z nas. Jeśli będziemy mieli ten punkt odniesienia, wtedy będziemy w jakiś sposób kontynuatorami tego, co nam zostawił.
– Na ekranach kin wyświetlany jest teraz film „Kod da Vinci”. Czym ten film jest, według Księdza Prałata, dla szeroko pojętej kultury?
– Film jest manipulacją i nadużyciem. Jak powiedziałem wcześniej, ludzie niejednokrotnie zajmują się kulturą, żeby zrobić pieniądze lub żeby coś zburzyć, ukazać nowe prawdy, które są właściwie kolejną promocją fałszu. Kod da Vinci jest nie tylko pewną formą nadużycia naukowego, biblijnego, historycznego, ale ofertą pełną zagrożenia, ponieważ świadomie wprowadza się rzeczywistość, która ma jeśli nie zdemontować świadomość religijną, to nią zachwiać.
– Co chciałby Ksiądz, jako doświadczony duszpasterz i przyjaciel ludzi kultury, przekazać nam wszystkim, Czytelnikom „Niedzieli”?
– Ludzie kultury oczekują z jednej strony akceptacji, życzliwego odbioru ich twórczości – tego, co piszą, prezentują, wyśpiewują, wszak wielu z nich dzieli się z nami swoim osobistym doświadczeniem, dobrem, powstającymi pytaniami... Z drugiej strony na pewno potrzebują wsparcia odbiorców, społeczności, społeczeństwa. Jest im także potrzebne wsparcie modlitwą. Chciałbym prosić Czytelników Niedzieli – myślę, że nikogo to nie zdziwi – aby od czasu do czasu dołączali do swej modlitwy intencję za polską kulturę, za jej twórców...
– Bardzo dziękuję za wszystkie refleksje dotyczące kondycji polskiej kultury i życzę, aby praca Księdza Prałata przez umacnianie ducha twórców nadal pogłębiała ducha naszej narodowej kultury.

 

Kultura rodzi się z duszy narodu
ks. inf. Ireneusz Skubiś
NiedzielaNiedziela