Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Uroda dokumentów przeszłości

– Patrzę na papiery wartościowe jako na cenne, interesujące, bardzo piękne dokumenty przeszłości Polski – mówi prof. Leszek Kałkowski. W gabinecie w jego krakowskim mieszkaniu najwięcej miejsca zajmują biblioteczki wypełnione starymi wydawnictwami, książkami, albumami i rocznikami. Na ścianie galeria portretów rodzinnych. Poniżej kolekcja medali i papierów wartościowych oprawionych w piękne ramy. – Jestem z rodziny kolekcjonerów. Mój ojciec, świętej pamięci Tadeusz Kałkowski, uchodzi do dzisiaj za nestora polskiej numizmatyki – opowiada profesor. – Z wykształcenia był konstruktorem mostów, zasłynął jednak przede wszystkim jako właściciel bogatej kolekcji monet, medali, a także jako autor fundamentalnej publikacji „Tysiąc lat monety polskiej”.
Sława ojca udzieliła się synowi. Kiedy przedstawia się, ludzie często pytają, czy pytają, czy jest synem Tadeusza Kałkowskiego, znanego numizmatyka.
Sztuka w służbie pieniądza

 

Przez wiele lat nie mógł w pełni poświęcić się swojej pasji. Nie pozwalała na to aktywna praca zawodowa: piastował stanowiska w Krakowie, Katowicach i w Warszawie. Nie znajdował wówczas czasu na kolekcjonerstwo. Sytuacja zmieniła się dopiero w latach 80.
– Postanowiłem przygotować się do starości i systematycznie zbierać różne walory. Nie miałem wiedzy ojca o kolekcjonowaniu monet i ich historii. Wybrałem więc dla siebie fragment numizmatyki polskiej obejmujący monety, medale, banknoty, a także papiery wartościowe – wspomina. Zaczął wówczas regularnie odwiedzać giełdy staroci i antykwariaty, wymieniał się z innymi kolekcjonerami. – W ten sposób, przez 25 lat, udało mi się zgromadzić parę tysięcy sztuk walorów – opowiada profesor Kałkowski.
Wychował się w atmosferze szacunku dla polskiej historii i dla zbieractwa. Jak mówi, jego zainteresowanie papierami wartościowymi i numizmatami wynikało z ich funkcji ekonomicznych. – Przedwojenne akcje odznaczały się niezwykła urodą. Składały się z tak zwanego płaszcza, arkusza kuponowego i talonu, który należało wysłać do emitenta, kiedy skończyły się kupony uprawniające do pobierania dywidendy. Emitent przysyłał wówczas nowy arkusz z kuponami – wyjaśnia kolekcjoner.
Papiery wartościowe drukowano wówczas na doskonałym papierze. Każdy walor zabezpieczano znakami wodnymi. Dokumenty te wykorzystywano nie tylko na potrzeby handlu. Stanowiły majątek przekazywany z pokolenia na pokolenie. Przygotowywanie papierów wartościowych było swego rodzaju sztuką. Projekty zamawiano u uznanych artystów grafików. Papiery skarbowe projektowała m.in. Zofia Stryjeńska, znana plastyczka okresu art dèco.
– Praca nad papierami wartościowymi często pomagała artystom utrzymać rodzinę. Tak było w przypadku Józefa Mehoffera, który zaprojektował jedną z najpiękniejszych polskich obligacji. Nadał jej secesyjny wzór. Obligacja podpisana jest nazwiskiem artysty, tak samo jak jego obrazy. Wśród kolekcjonerów walory takie cenione są zdecydowanie wyżej, podobnie jak akcje ozdobione fotografią – opowiada profesor.
Od alkowy do lotnictwa
W zbiorach profesora Kałkowskiego odbijają się losy nie tylko II Rzeczpospolitej. Początki polskich papierów wartościowych sięgają drugiej połowy XVIII wieku i są bezpośrednio związane z postacią Stanisława Augusta Poniatowskiego. Ostatni władca Rzeczypospolitej Obojga Narodów, wdając się w romans z Katarzyną II, popadł w długi. Potrzebował pieniędzy, zastawił Belweder, emitując pierwszą polską obligację.
– Dziesięć lat przed Stanami Zjednoczonymi Polska wiedziała, co to są obligacje i potrafiła je wydrukować! – podkreśla profesor.
Na pierwszą polską akcję musieliśmy jednak poczekać do odzyskania niepodległości. Dokument ten sygnowany jest nazwiskami bogatych ziemian, którzy założyli manufakturę wełnianą i nadali jej formę spółki akcyjnej. Ostatnia obligacja II RP została wydana w czerwcu 1939 r. Również ten walor znajduje się w zbiorach profesora. – Zapowiedziano, że kto uzbiera pięć sztuk takich bonów, dostanie za to jedną obligacje na 100 złotych, poświęconą stworzeniu polskiego lotnictwa. Czuło się wojnę. Odkładanie pieniędzy był dla mnie patriotycznym obowiązkiem. Obligacja jest pięknie wydana, podpisana przez generała Berbeckiego, ówczesnego szefa Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych – wspomina profesor.
Świadectwa potęgi i źródło wiedzy
Kolekcjonowanie papierów wartościowych jest bardzo pouczające. Można przekonać się, jaka była dawniej wartość złotówki, jakimi walutami obracało się na rynku, jakie było oprocentowanie; poznać wybitne osobistości działające na rzecz gospodarki, na czele z Władysławem Grabskim czy Ignacym Mościckim.
Z dokładnego studiowania tych dokumentów można się dowiedzieć, że Polska przedwojenna posiadała najsilniejszą walutę w Europie. – Grabski, przeprowadzając reformę monetarną, zrównał kurs polskiego złotego z frankiem szwajcarskim. Od roku 1926 do 1939 złoty polski był najsilniejsza walutą w Europie – opowiada profesor Kałkowski. – Polska słynęła z urody banknotów i papierów wartościowych.
Źródłem wiedzy o przedwojennych papierach wartościowych są głownie informatory warszawskiej giełdy. Dokument z 1938 roku, ostatni jaki został wydany przed wojną, przedstawia liczbę walorów spółek akcyjnych, które wyemitowały swoje papiery wartościowe. Z jego lektury płyną zaskakujące wnioski. Tuż przed wojną na giełdzie notowanych było ok. 1300 spółek, emitujących ponad 80 różnego rodzaju papierów wartościowych. Łączna kwota na jaką opiewały sięgała kilkuset milionów złotych. Na podstawie takich zestawień udało się oszacować liczbę dokumentów, jakie przetrwały czasy socjalizmu w Polsce. Z badań przeprowadzonych przez profesora Kałkowskiego wynika, że z przedwojennych zbiorów papierów wartościowych do dzisiaj zachował się jedynie niewielki procent wszystkich znacjonalizowanych dóbr tego rodzaju.
Wartościowy przemiał
W latach Polski Ludowej papiery wartościowe II RP traktowane były przez ówczesną władzę jak makulatura. Ogromna część zbiorów przechowywanych przez banki i instytucje finansowe trafiła na przemiał. Proceder ten miał miejsce w latach 80. w bankach w Warszawie i w Krakowie. – To ciemna strona poczynań ludzi, którzy nie mieli szacunku dla wspaniałej polskiej tradycji. Dla socjalizmu papiery te nie przedstawiały żadnej wartości, a o kapitalizmie nie można było wtedy głośno mówić – wyjaśnia profesor Kałkowski.
W latach 90. stało się jasne, że drukowane papiery wartościowe odejdą do lamusa. – Nawiązałem wówczas współpracę z Lesławem Pagą, ówczesnym przewodniczącym Komisji Papierów Wartościowych – wspomina profesor. – Staraliśmy się zachować dla przyszłości ślady przeszłości, urodę poszczególnych papierów wartościowych: obligacji, akcji, listów zastawnych. Mając świadomość, że era drukowanych dokumentów się kończy a nadchodzi era elektroniki, zdążyliśmy wydać album jeszcze w czasie, kiedy dokumenty te były w obiegu – wspomina. Na czasy drukowanych papierów wartościowych patrzy z nostalgią. Wycofanie dokumentów drukowanych było nieuchronne. Przed wojną, dziennie odbywało się kilkadziesiąt emisji papierów wartościowych, dziś liczba ta sięga kilku tysięcy emisji i miliardowych obrotów. – Kiedyś obliczyliśmy, że przy zachowaniu drukowanej formy papierów wartościowych przewiezienie dokumentów utargu jednego dnia z Tokio do Londynu wymagałoby zaangażowania kilkunastu Boeingów – żartuje Kałkowski.
– Piękna sztuka zamieniła się w wydruki komputerowe świadczące o posiadaniu danych walorów. Doceniam oczywiście nowe możliwości, jakie daje technika, jednak kolekcjonerstwo stało się już zamknięte – zaznacza profesor.
Papier w gabinecie prezesa
Profesor ubolewa, że kolekcjonerstwo odchodzi wraz z jego pokoleniem. W spotkaniach Towarzystwa Numizmatycznego uczestniczy wyłącznie garstka emerytów. Starsi kolekcjonerzy chcą często sprzedać cały zbiór. Muzea nie mają jednak na to środków i najchętniej przyjęłyby kolekcje nieodpłatnie. Zdając sobie z tego sprawę, Kałkowski zdecydował się przekazać kolekcję w dobre ręce. – Część trafiła do Banku Przemysłowo-Handlowego, część do Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Mimo że kolekcja nie jest już własnością rodziny, jestem zadowolony z tej decyzji – ocenia profesor. Bank Przemysłowo-Handlowy podjął się zadania skatalogowania zbiorów, dzięki czemu każdy może mieć do nich dostęp. Druga część kolekcji wróciła do emitenta, do izby pamięci PWPW.
Jaka będzie przyszłość kolekcjonerów? Profesor przytacza zapamiętane statystyki: W Niemczech, w dawnym RFN, było 6 mln filatelistów, 600 tys. numizmatyków i jedynie 6 tys. kolekcjonerów historycznych papierów wartościowych. Obecnie działa tam sieć sklepów, gdzie odbywa się handel tymi walorami. Zbieracze regularnie spotykają się, wydają albumy dokumentujące ich zbiory. Cztery razy do roku ukazuje się katalog, organizowane są aukcje. – Znaczki są dla uczniów, monety dla średnio zamożnych, a papiery wartościowe dla ludzi bogatych – podsumowuje profesor.W krajach Europy Zachodniej jest w dobrym tonie, by w gabinecie prezesa firmy wisiały na ścianach ładnie oprawione papiery wartościowe. Czy polscy prezesi również ulegną tej modzie?

 

Uroda dokumentów przeszłości
Tomasz Gruszczyński
Puls BiznesuPuls Biznesu