Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Ryszard Horowitz

HANNA MARIA GIZA: Jedno z najsłynniejszych pana zdjęć to portret Jerzego Kosińskiego, który przeobraża się w ptaka. Właściwie od początku wiadomo było, że Kosiński przeistoczy się w ptaka, ale pan ukazał moment, w którym to się dzieje.
RYSZARD HOROWITZ: Niestety, Jurek nie doczekał, nie zobaczył tego zdjęcia, bo skończyłem je już po jego tragicznej śmierci. Ale istotnie miał ptasią twarz i to, że jego życie twórcze w dużym stopniu było powiązane z symboliką ptaka jako takiego, nie ulegało wątpliwości. Któregoś dnia po prostu siadłem przy komputerze i zacząłem trochę majstrować. Ciekawe, że źrenica, którą wtopiłem w zdjęcie czy też zastąpiłem nią jego własną, jest okiem orła. To był kanadyjski orzeł, o ile się nie mylę. Sfotografowałem go rok czy dwa lata wcześniej w zupełnie innym celu, ale miałem ten obraz zakodowany w pamięci i wydawało mi się rzeczą zupełnie naturalną, żeby obydwa elementy ze sobą połączyć.
HANNA MARIA GIZA: I nie jest to „ptak malowany”, kolorowy. To ptak biało-czarny. Czy dlatego, że zdjęcie w swoim ostatecznym kształcie powstało już po śmierci Jerzego Kosińskiego?
RYSZARD HOROWITZ: Powiem zupełnie szczerze, że nie zrobiłem tego świadomie, ale w tym na pewno jest wiele prawdy. Tu nie chodziło o zilustrowanie tytułu powieści, tylko po prostu o znalezienie odpowiednika jego osobowości, bo w nim było coś bardzo drapieżnego, zwłaszcza w sposobie, w jaki się poruszał. Ruchy ciała, głowy, przeskoki w prawo, w lewo, w górę, na dół, trochę przypominały zachowanie dzikiego stworzenia.
HANNA MARIA GIZA: Ptaki często pojawiają się w pana fotokompozycjach. Nie zawsze są ptakami drapieżnymi. Niekiedy to łagodne gołębice. Ale zawsze mają jakieś zadanie do wykonania. Czasami muszą przebić się przez twardą materię, taką na przykład jak szkło czy też skręcona tuba, w której każdy ptak powinien zginąć. A one tę materię pokonują i są wreszcie wolne. Co to znaczy?
RYSZARD HOROWITZ: Nie wiem, ale ogromnie interesuje mnie forma zwierzęcia, czegokolwiek zresztą, co się rusza. I staram się uchwycić ją w sposób niezwykły, do jakiego oko ludzkie nie jest zdolne. W tym właśnie tkwi cały urok fotografowania przedmiotu czy też materii w ruchu, co bardzo często występuje w moich kompozycjach. Jeśli chodzi o symbolikę ptaków przechodzących przez skręconą tubę, chodziło mi nie tyle o stworzenie symboliki wolności, ile miękkiego przejścia z czarno-białego otoczenia w pełny kolor. Chciałem tu optymalnie wykorzystać technologię cyfrową, która wreszcie zezwala na przełamanie koloru fotografii, tak że w jednym obrazie można ukazać część czarno-białą i część kolorową w sposób miękki, jak w przypadku tego ptaka, który przechodzi metamorfozę. Nie dość, że nie ginie on w tej tubie, jak to pani zauważyła, lecz w dodatku wylatuje z niej jako piękny, barwny paw i zmierza prosto ku zachodzącemu słońcu.
HANNA MARIA GIZA: Patrząc na to zdjęcie, odnoszę wrażenie, że ten ptak mówi o pana życiu.
RYSZARD HOROWITZ: Ha, ha, interpretacja należy do pani. Ja raczej unikam świadomego nawiązywania do swoich przeżyć. Ale jak to zwykle bywa u każdego twórcy, te sprawy jakoś wymykają mi się spod kontroli, obojętnie, czy chcę tego, czy nie chcę. W każdym razie to nie było zamierzone ani świadome.
HANNA MARIA GIZA: W latach dziewięćdziesiątych zaczęły powstawać cykle: Alegoria, Metamorfozy, Peeling oceanu. Peeling to taka czynność kosmetyczna, polegająca na zdejmowaniu wierzchniej, zniszczonej warstwy.
RYSZARD HOROWITZ: Angielskie peel dosłownie znaczy „obieranie”, tak jak obiera się jabłko. To jak gdyby absurdalny humor. Wpadło mi do głowy, żeby pokazać, co się dzieje pod spodem, po drugiej stronie płachty oceanu. Ten kontrast wody i trawy jest dla mnie szalenie interesujący kolorystycznie. Umożliwił mi także pokazanie fauny i flory na zewnątrz wody.
HANNA MARIA GIZA: To wygląda tak, jakby ktoś odciął ostrym nożem pas oceanu i podniósł go do góry, żeby zajrzeć, co się tam skrywa pod spodem. Wicher jest tą siłą, która podnosi ów pas i odsłania piękną, zieloną łączkę, biegającego po niej króliczka i kolorowe drzewko.
RYSZARD HOROWITZ: I ptaszki, które sobie odlatują, a w powierzchnię oceanu wbija się wieloryb.
HANNA MARIA GIZA: To wygląda trochę jak zabawa Pana Boga, który sprawdza, co stworzył, i czy przypadkiem nie dałoby się z tego zrobić czegoś innego.
RYSZARD HOROWITZ: Ciekawe, że poruszyła pani ten temat. Technika, jaką się posługuję, pozwala mi na stworzenie świata, który istnieje jedynie w mojej wyobraśni w sposób hiperrealistyczny. I to rzeczywiście jest trochę podobne do zabawy w Pana Boga czy też przetwarzania Matki Natury. W żadnym innym medium nie mógłbym tego ukazać tak przekonywająco.
HANNA MARIA GIZA: Stałe elementy pańskiej fotografii to niebo, chmury i woda. Wszystko w pędzie, niezwykle dynamiczne, rozsadza niemalże ramy zdjęcia. I nieoczekiwanie: raczkujące po pustyni niemowlę, z którego ślicznej główki wyłania się wizja całego świata.

 


RYSZARD HOROWITZ: To zdjęcie, które nazwałem Wir myśli, jest po prostu alegorią tego, co się dzieje w umyśle niemowlęcia. Czego tam nie ma: i przyroda, i architektura, i różnego rodzaju przedmioty, od zabawek do jakichś instrumentów muzycznych. Wachlarz wyobraźni tego młodego osobnika jest zupełnie fantastyczny. A jeśli chodzi o pejzaż, on dla mnie jest idealną formą – wykorzystywaną zresztą przez bardzo wielu artystów – która nadaje nastrój i głębię kompozycji. Podobne niemowlę wykorzystałem, robiąc plakat na zamówienie Festiwalu Filmowego w Cannes w setną rocznicę istnienia filmu, a chodziło właśnie o apoteozę idealnego „projektora filmowego”. W tym wypadku jest to światło, które Pan Bóg wyzwala na Ziemi, w sensie czysto fizycznym, bardzo zbliżone do smugi światła wychodzącego z obiektywu projektora filmowego. Pan Bóg wyświetla nam zatem na tym oceanie idealną klatkę filmową, która składa się z najwspanialszych scen w historii tej gałęzi sztuki. A niemowlę symbolizuje przyszłość filmu. Przechodzi z czarno-białej klatki w pełny kolor, dając do zrozumienia, że to dopiero początek.
HANNA MARIA GIZA: Photographia znaczy po grecku „pisanie światłem”.
RYSZARD HOROWITZ: Nie tyle piszę, ile maluję światłem. Oczywiście fotografia jest światłem i bez światła nie miałaby w ogóle żadnego znaczenia. Nie istniałaby. Posługuję się tym medium i jako malarz, i jako plastyk. Nie zwracam uwagi na to, co mogę robić, a czego mi nie wolno; wszystko, cokolwiek wpadnie mi do głowy, zapisuję, szkicuję i kiedy tylko nadarzy się okazja – realizuję to. Albo dla siebie, albo – przy odpowiedniej motywacji – dla innych.
HANNA MARIA GIZA: Oglądam plakat z rozpadającą się głową, która wypada z pazurów gołębicy. To jest głowa Rafała Olbińskiego. I kamienieje ta głowa, i zarazem się rozpada. Kamienie się rozpadają.
RYSZARD HOROWITZ: Zawsze interesowało mnie łączenie różnych mediów plastycznych: rysunku z fotografią, malarstwa z fotografią. W tym przypadku umówiłem się z Rafałem, że na zasadzie współpracy wykorzystam fragmenty jego obrazu, z którego stworzę własną kompozycję. Rafał namalował więc obraz z rozpryskującą się skałą, która leci nad pejzażem. A ja to skojarzyłem z jego twarzą i z gołębiem. Te dwa elementy sfotografowałem osobno, bo ten jego portret jest mój i ten gołąb też jest mój, ale sposób, w jaki kompozycja została złożona – ma charakter całości.
HANNA MARIA GIZA: Nadał pan tej kompozycji dodatkowo jeszcze pewną narracyjność. To jest praca fabularna.
RYSZARD HOROWITZ: Owszem. Fabuła mnie szalenie interesuje. Interesuje mnie kompozycja dynamiczna, która ma początek, środek i koniec, która zezwala widzowi na doszukanie się własnych interpretacji, która jest dynamiczna i ruchoma.

 

 

Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich fotografów.


Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz malarstwa. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.


Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

 

Ryszard Horowitz
zaslepka_foto.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii

Jaka jest wymowa fotografii? Jej pierwotny sens? Jest nim światło. Wyczucie chwili. Kontekst ruchu zatrzymany w kadrze.

 

Moje prywatne rozmowy z mistrzami obiektywu to coś znacznie więcej niż podręcznik. To opowieść o czystym medium, poprzez które świat zewnętrzny kontaktuje się z duchem artysty, a duch artysty z tym, co widzialne, namacalne, zmysłowe.


Teraz w Państwa domowej kolekcji! Seria “Artyści mówią”.