Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Tomasz Tomaszewski

HANNA MARIA GIZA: Możliwości techniczne aparatów cyfrowych najnowszej generacji są tak wielkie, że właściwie nie trzeba się na niczym znać. Dzisiaj każdy może fotografować i każdy może swoje zdjęcie wysłać na przykład do gazety. Niewykluczone, że zostanie ono opublikowane.
TOMASZ TOMASZEWSKI: Zapewne tak, ale sądzę, że pewna pokora i skromność powinny powstrzymywać wielu z nas przed tym, żeby takie zdjęcia oferować gazetom i zawracać nam nimi głowę. Ja jestem członkiem grupy odpowiedzialnej za wyszukiwanie młodych talentów tutaj, w Europie Środkowej, w konkursie World Press Photo, najsłynniejszym konkursie fotografii prasowej. Nie mam oczywiście wpływu na to, co robi kolejny zestaw jurorów i jakie zdjęcia nagradza. Przyglądam się jednak temu wnikliwie i muszę powiedzieć, że nie rozumiem ich wyborów. To jest dziewięciu jurorów, dziewięciu gniewnych ludzi. Wszyscy są wspaniałymi zawodowcami, znającymi się doskonale na tym fachu i nabranie ich na coś, co zostało wyreżyserowane przez fotografa, wydaje się dość trudne. A jednak… weźmy na przykład nagrodzone zdjęcie z ubiegłego roku – mam głębokie podejrzenie, że jest ono może nie tyle nieprawdziwe, ile zaaranżowane przez fotografa. Mówię o zdjęciu ukazującym dziecko przygotowywane do pogrzebu, z tymi dramatycznie wyciągniętymi rękami, ono jest dla mnie niewiarygodne. Po pierwsze, widzę w nim więcej z fotografa niż z tego, co on chciał pokazać. Wiem… widzę, że fotograf wstał i stanął na czymś, może na krześle, stole czy drabinie, a nie mógł tego zrobić, pozostając niezauważonym. Jego obecność zmieniła kompletnie rzeczywistość, którą fotografował. Czy pani sobie wyobraża, że sześć par rąk mogło dotykać dziecka w tym samym czasie i w tak precyzyjnym układzie? My, wybierając zdjęcia, narzucamy pewien standard, obowiązujący potem przynajmniej przez najbliższy rok, do momentu następnego wyboru. A więc na jurorach spoczywa ogromna odpowiedzialność.

 


HANNA MARIA GIZA: W relacji fotograf-fotografia następuje sprzężenie zwrotne: fotograf pokazuje obserwowany przez siebie świat, ale fotografia pokazuje, kim jest ten fotograf. I tu kryje się także pewne niebezpieczeństwo. Fotografia może być instrumentem służącym manipulacji.
TOMASZ TOMASZEWSKI: Poruszyła pani kilka dość istotnych zagadnień dotyczących tego, co nazywamy komunikowaniem, językiem wizualnym. Jak on naprawdę funkcjonuje, tego nikt jeszcze nie wie. Najlepszy tekst, jaki kiedykolwiek ukazał się na ten temat, napisała Susan Sontag w 1972 roku. Jest to wspaniały esej o fotografii i chyba nic mądrzejszego od tamtej pory nie powstało. Zadaniem człowieka, który opisuje świat, jest opis rzetelny i prawdziwy. Nie chcę używać słowa „obiektywny”, ponieważ nie wierzę w istnienie obiektywnego opisu. Proszę zwrócić uwagę, że świat jest trójwymiarowy, podczas gdy fotografia zawęża go do dwóch wymiarów. Świat pozostaje w ciągłym ruchu, podczas gdy fotografia zatrzymuje go na ułamek ułamka sekundy. Świat jest kolorowy i jeśli nawet używamy profesjonalnych, kolorowych filmów najwyższej jakości, to kolor, który uzyskujemy, jest jedynie dalekim przybliżeniem tego, na co naprawdę patrzyliśmy.
HANNA MARIA GIZA: Świat działa na wszystkie nasze zmysły…
TOMASZ TOMASZEWSKI: O właśnie.
HANNA MARIA GIZA: …a fotografia właściwie tylko na jeden, czyli na wzrok. Nie czujemy przecież ani zapachu tego, co ona nam pokazuje, ani faktury, bo nie możemy tego dotknąć, ani dźwięku, ponieważ go nie wydaje.
TOMASZ TOMASZEWSKI: To, co się dzieje później, czyli interpretacja zdjęcia, zależy od odbiorcy…
HANNA MARIA GIZA: A nie wcześniej? Od fotografa także zależy interpretacja, bo może obraz skadrować tak, a nie inaczej, może wybrać ten, a nie inny fragment rzeczywistości, w końcu może pokazać to, a nie inne zdjęcie.
TOMASZ TOMASZEWSKI: Tak, ale ja tu nie widzę konfliktu. Dobry fotograf posługuje się bardziej instynktem niż czymś, co po angielsku ma taką dobrą nazwę: preconception – zawczasu wymyślone ujęcie. Po czym następuje drugi moment odbioru zdjęcia: jego interpretacja. I okazuje się, że to samo zdjęcie ludzie interpretują w przedziwny, przeróżny sposób. Znaczenie fotografii zależy od kontekstu, w jakim się ją ukazuje. Jeśli zdjęcie zostanie wydrukowane w prasie, kontekst jest zupełnie inny niż wówczas, kiedy na przykład to samo zdjęcie oglądamy w archiwum policyjnym. Jedna fotografia, dwa różne znaczenia. Dlatego jest tak niezwykle ważne, żeby nie kłamać i nie oszukiwać, nie manipulować, ponieważ ludzie będą wierzyli, że to, na co patrzą, jest prawdziwe. Że jest prawdziwym opisem świata – takim, jakim on jest, a nie takim, jakim chciałby go widzieć fotograf. Doznałem istnego szoku, oglądając amerykański „The Times”, w którym na dziewięciu stronach zobaczyłem historię składającą się ze zdjęć sześciu fotografów. Ja ich wszystkich znam, to są najlepsi fotografowie na świecie. Każde z tych zdjęć było genialne. To był esej dotyczący Afganistanu tuż po zakończeniu wojny. Ale to nie był materiał fotografa, który pojechał i zinterpretował ten nieprawdopodobny kraj tak, jak to widział tam na miejscu. Tylko to był obraz tego kraju zinterpretowany przez edytora, który siedział w wygodnym fotelu w Nowym Jorku, w swoim biurze z klimatyzacją i szukał zdjęć, pasujących do jego koncepcji na temat dzisiejszego obrazu Afganistanu.
HANNA MARIA GIZA: Można fotografią uczynić wiele dobrego, można też uczynić wiele zła. Fotografowanie to też misja. Czy był pan w stanie pomóc swoją fotografią choć jednemu człowiekowi?
TOMASZ TOMASZEWSKI: Owszem, i to wielokrotnie. Pewnego razu jedno moje zdjęcie odmieniło życie człowieka, a właściwie nawet całej wioski. W fotoreportażu o Salwadorze pokazałem zdjęcie mężczyzny, który stracił nogi, bo wszedł na minę przeciwpiechotną. Był rybakiem. Jego żona codziennie wynosiła go z łódki i niosła na plecach jakieś 200–300 metrów do domu przy brzegu jeziora, nad którym on łowił. Otóż bogata kobieta w Stanach Zjednoczonych zobaczyła to zdjęcie, bardzo się przejęła i chciała mu kupić wózek. Skontaktowałem się z nim, a on zapytał, czy zamiast wózka mógłby dostać motor do swojej łódki. Wysłaliśmy mu nie mały, tylko ogromny motor do łodzi i dzięki niemu mógł penetrować jezioro w takich miejscach, które dawniej dla niego i dla reszty wieśniaków były niedostępne. W ciągu dwóch lat ten jeden silnik zmienił kompletnie życie wioski. Po pierwsze, jej mieszkańcy przestali być głodni, bo zaczęli łowić więcej ryb, a po drugie, zaczęli te ryby sprzedawać. Zarobili tak dużo pieniędzy, że kupili sobie drugi silnik do drugiej łódki. W ten sposób stali się bardzo znaną wioską rybacką nad gigantycznym jeziorem, w którym było mnóstwo ryb, nigdy niewyławianych, bo tam po prostu nikt nie miał urządzeń pozwalających na to, żeby odpłynąć od brzegu na dwa kilometry. Zawsze łowili przy brzegu i ryby o tym wiedziały, a więc niechętnie tam przypływały. Opublikowałem materiał o Cyganach wraz ze zdjęciem pięknej tańczącej kobiety, która desperacko usiłowała wejść w świat showbiznesu.
 

 

Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich fotografów.


Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz malarstwa. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.


Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

Tomasz Tomaszewski
zaslepka_foto.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii

Jaka jest wymowa fotografii? Jej pierwotny sens? Jest nim światło. Wyczucie chwili. Kontekst ruchu zatrzymany w kadrze.

 

Moje prywatne rozmowy z mistrzami obiektywu to coś znacznie więcej niż podręcznik. To opowieść o czystym medium, poprzez które świat zewnętrzny kontaktuje się z duchem artysty, a duch artysty z tym, co widzialne, namacalne, zmysłowe.


Teraz w Państwa domowej kolekcji! Seria “Artyści mówią”.