Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Czarek Sokołowski

HANNA MARIA GIZA: Powiedział pan, że aby być dobrym fotografem, trzeba przede wszystkim mie
szczęście, trochę talentu, a potem pozostaje już tylko ciężka praca. W polskich redakcjach i agencjach prasowych pracuje być może nawet kilkuset fotoreporterów, a tylko nieliczni mają szansę na opublikowanie swoich prac w światowych pismach.
CZAREK SOKOŁOWSKI: Szczęście i talent są nieodzowne. A praca polega na tym, żeby nie popaść w rutynę, nie osiąść na laurach, żeby ciągle szukać nowych tematów, nowych kadrów, nowych rozwiązań, choć by się miało „pójść pod prąd”. Ważne jest, żeby – oprócz redaktora naczelnego – mieć choć jednego swojego „kibica”, czyli sprzymierzeńca, kogoś, komu szczerze podobają się twoje zdjęcia. Dobrze, jeśli fotografia „wypływa” w gazetach, a potem pojawia się gdzieś na konkursach, na różnych wystawach. Ale nasz zawód jest naprawdę ciężką pracą, która oznacza wiele wyrzeczeń, bardzo silny stres, często problemy rodzinne, bo wyjeżdżamy, zostawiając w domu dzieci, żonę. I w tym permanentnym stresie musimy jeszcze myśleć, co chcielibyśmy pokazać, czym zainteresować.

 


HANNA MARIA GIZA: Czy to znaczy, że ceną, jaką musi zapłacić dobry reporter za sukces, są nadszarpnięte stosunki rodzinne i samotność?
CZAREK SOKOŁOWSKI: Prawdę mówiąc, na to wygląda. Na szczęście prawie wszyscy mamy rodziny, domy i jakieś inne zainteresowania. Nie żyjemy więc samą tylko fotografią, ale też nie jesteśmy w stanie uwolnić się od myślenia o niej. Mieszkam pod Warszawą i ogromnie się cieszę, kiedy mogę po powrocie do domu obserwować przyrodę. Koledzy dzwonią rano i pytają: „Co robisz?”. A ja mówię: „Patrzę sobie na wiewiórki”. Oni się śmieją. A do mnie przylatują dzikie kaczki lub też dzikie gęsi dziwnym trafem zatrzymują się w przelocie na mojej działce, albo na odległość pięćdziesięciu metrów podchodzi do mnie sarna i wtedy ją fotografuję. To są najprzyjemniejsze zdjęcia, bo nie wiążą się z niczym poza naturą. Fotografowanie nie polega tylko na robieniu zdjęć z wojen, z wielkich wydarzeń historycznych czy politycznych, ale także na ulicy, w parku, na placu zabaw. Najsympatyczniejsze, bardzo ludzkie zdjęcia robią amatorzy. W sobotę albo w niedzielę biorą aparat, idą z rodziną na spacer, fotografują zabawę swoich dzieci, swoich zwierząt, odpoczynek lub różne swoje zajęcia, utrwalając radość życia. Na zdjęciach moich czy kolegów zawodowców – a jest to najczęściej fotografia polityczna, bardzo często wojenna, ukazująca różne konflikty – radości bywa niewiele. Mój dom jest miejscem, do którego lubię wracać, bo co chwila czeka tu na mnie jakaś niespodzianka. A oprócz tego bardzo lubię film, związany przecież po części z moim zawodem. Film, podobnie jak fotografia, też jest jakąś iluzją. Człowiek odpływa w inny świat i nie myśli o tym, że jutro będzie musiał znowu coś zrobić.
HANNA MARIA GIZA: Pracuje pan dla agencji Associated Press. Jest pan jedynym w Polsce laureatem nagrody Pulitzera. Za co dostaje się Pulitzera?
CZAREK SOKOŁOWSKI: Wie się o tym dopiero po fakcie. Dostałem Pulitzera w roku 1992 za zdjęcie zrobione podczas puczu w Moskwie w 1991 roku. Przez dwa dni musiałem czekać w napięciu, aby zobaczyć, co to za zdjęcie. Nie wiedziałem, że ono w ogóle zostało wysłane, zakwalifikowane i nominowane. O tym zadecydował mój główny szef, który z pięciu zdjęć, zrobionych przez pięciu różnych fotoreporterów naszej agencji, ułożył historię tego puczu. Było więc pięć zdjęć i pięciu fotoreporterów. To jest bowiem jego zasada – nie promować jednego jedynego fotoreportera. Moje zdjęcie przedstawiało czołg, na którym jechał słynny moskiewski Rambo, czyli rosyjski żołnierz w hełmofonie, z rękami wzniesionymi do góry, a obok, po prawej stronie, rozentuzjazmowany tłum bił mu brawo. Skłamałbym, gdybym powiedział, że byłem szczęśliwy, kiedy je wreszcie zobaczyłem. Fotoreporter, który zdobywa nagrodę Pulitzera, chciałby, żeby wszyscy widzieli, że on był w środku walki, gdzie lała się krew. Ja też tak myślałem. A tu ludzie się cieszą i rosyjski żołnierz na czołgu też. Naprawdę dobre zdjęcie powinno mieć jak najmniej elementów i muszą one ze sobą współgrać. Tu są trzy elementy: kawałek ulicy, czołg i…
HANNA MARIA GIZA: …stojący w czołgu rosyjski żołnierz z nagim torsem w kamizelce kuloodpornej.
CZAREK SOKOŁOWSKI: Nazwaliśmy go Rambo, bo on był bardzo aktywny, kręcił się wokół dziennikarzy i myśmy już go znali. Ludzie klaszczą i widać, że naprawdę się cieszą. Przyznam, że w pierwszym odruchu zadzwoniłem do mojego szefa, do Nowego Jorku, i mówię: „Czy nie miałeś jakiegoś mocniejszego zdjęcia, na przykład z płonącym czołgiem?”. A on mi tłumaczy: „Czarek, przecież właśnie chodzi o to, żeby pokazać radość, że nikt nie zginął. Wali się komuna, wali się osławiony Związek Radziecki i są tylko trzy ofiary, to wprawdzie też straszne, ale w porównaniu z tym, co oni przez tyle lat robili…”. No i przekonał mnie. Potem musiałem wytłumaczyć swoim kolegom, że w fotografii chodzi nie tylko o to, żeby zdjęcie było mocne.
HANNA MARIA GIZA: Ale powinno nieść jakieś przesłanie.
CZAREK SOKOŁOWSKI: Tak. Każdy chciałby takie zdjęcie zrobić. Rzecz jednak w tym, że w ciągu całego życia robi się jedno wybitne zdjęcie, dobrych zdjęć – sporo, a zwyczajnych – bardzo dużo.
HANNA MARIA GIZA: Współczesny świat skurczył się, stał się mały, dzięki błyskawicznemu przekazowi informacji. W ciągu ułamka sekundy dowiadujemy się o wydarzeniach z drugiego krańca ziemi. I tak się jakoś dziwnym trafem dzieje, że natychmiast w tym miejscu lądują dziesiątki, czasem nawet setki fotoreporterów. A potem w gazetach oglądamy jakieś banalne zdjęcia, gdzie dwóch panów w garniturach ściska sobie dłonie.
CZAREK SOKOŁOWSKI: Dzisiaj już żadna agencja nie pokaże takich fotografii. To rzeczywiście nikogo już nie interesuje. Wyczekuje się na jakieś ich gesty, jakieś spojrzenia, ruch ręki, wówczas odbiorca czuje dynamikę, czuje, że coś się tam działo.

 

 

Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich fotografów.


Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz malarstwa. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.


Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

Czarek Sokołowski
zaslepka_foto.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii

Jaka jest wymowa fotografii? Jej pierwotny sens? Jest nim światło. Wyczucie chwili. Kontekst ruchu zatrzymany w kadrze.

 

Moje prywatne rozmowy z mistrzami obiektywu to coś znacznie więcej niż podręcznik. To opowieść o czystym medium, poprzez które świat zewnętrzny kontaktuje się z duchem artysty, a duch artysty z tym, co widzialne, namacalne, zmysłowe.


Teraz w Państwa domowej kolekcji! Seria “Artyści mówią”.