Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Krzysztof Pruszkowski

HANNA MARIA GIZA: Wybra pan świadomie Paryż jako swoje miejsce na ziemi?
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: Tak, to już będzie ponad czterdzieści lat. Do Paryża przyjechałem na Kongres Architektów (UIA) w 1965 roku. Potem pojechałem skończyć studia w Warszawie i wróciłem znów do Paryża w 1967 roku. Na przełomie 1965 i 1966 roku sytuacja polityczna i kulturalna w Polsce dla młodego człowieka, takiego jak ja, była absolutnie nieznośna. Był to okres listu intelektualistów do rządu, były okropne artykuły niejakiego Krasickiego w „Kulturze”, zakaz robienia drugich studiów artystycznych. Życie nie było zbyt zabawne. W każdym razie wyjazd tutaj pozwalał mieć jakąś wizję normalnego życia. Bo nie możemy dać się ogłupić humorystycznymi filmami o Leninie w NRD czy temu nowemu rewizjonizmowi, który mówi, że wszystko nie było takie złe i że były dobre rzeczy w socjalizmie realnym.
HANNA MARIA GIZA: Czy cykl fotografii Barierki, który pan zrobił, wyraża pana myślenie o Polsce, o rzeczywistości, o systemie?
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: One są symbolem, bo przyjechałem tutaj do wielkiego miasta, gdzie przeczytałem wszystkie książki Gombrowicza. I w ciągu jednego roku zdałem sobie sprawę, kim jestem w stosunku do Europy. Do tego stopnia, że musiałem pojechać do Gombrowicza, żeby go spotkać. No i po roku już go poznałem. Pewnego dnia zrozumiałem, że nieważne jest, co się fotografuje, ale jak się fotografuje. Wobec tego postanowiłem znaleźć sobie temat pozornie mało ważny, o rzeczy tak minimalnej jak barierka stojąca w mieście, i przeanalizować za pomocą języka wizualnego, czym jest naprawdę ta barierka i jak ona wpływa na nasze ludzkie życie. Zrobiłem z tego książkę, która opowiada o tym, w jaki sposób ludzie są manipulowani w przestrzeni przez drobną architekturę ruchomą, która służy władzy i dzięki współdziałaniu policji, architektów, całego tego aparatu wpływa na naszą podświadomość oraz na nasze zachowania w mieście. Jest to, nawet w tym liberalnym systemie, podstępne ograniczanie naszej wolności, naszego funkcjonowania. Było to też nawiązaniem do tytułu filmu Skolimowskiego Bariera i do tradycji polskiej Nowej Fali i teatru absurdu bliskiego surrealistom czeskim czy też takim filmom, jak Dwóch ludzi z szafą Polańskiego.
HANNA MARIA GIZA: Bo wszystko jedno, gdzie ta barierka stanie na drodze człowieka, gdyż zawsze ogranicza jego wolność, jego życie, działanie?
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: Żart polegał na tym, że pracując za pomocą medium fotograficznego, które jest łatwizną pozwalającą na wszystko, prowokującą fotografów do prowadzenia „działalności artystycznej”, stanąłem nieoczekiwanie wobec obrazu świata takiego, jaki jest naprawdę. Przed nagą prawdą. To było coś w rodzaju cudu, chyba właśnie ze względu na „duchowość” fotografii. Wobec tego w zdjęciach, jakie robię od trzydziestu lat, staram się jakoś ograniczyć te możliwości fotografii, osiągnąć jakiś limit. Na przykład ograniczyłem robienie fotografii o francuskiej barierce tylko do terenu Paryża i okresu jednego roku, żeby unaocznić w ten sposób odbiorcy uniwersalność tej problematyki. Zdjęcie jest po to, żeby prowokowało do myślenia.
HANNA MARIA GIZA: Ten cud, o którym pan mówi, polega także na tym, że pan nadał barierce życie. Barierka ma rozmaite przygody, znajdujemy ją w różnych sytuacjach, konfiguracjach – albo w świecie uporządkowanym, albo potrzaskanym, jak na tym zdjęciu, gdzie widać, że została czymś trafiona.
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: Ona wpisuje się w tradycję początku XX wieku, w tę tradycję teatralną, gdzie mamy osoby dramatu. Chodzi o to, żeby ona stała się taką właśnie osobą. Największa trudność fotografii tkwi właśnie w tej niemożności, ponieważ z natury swojej fotografia jest związana ze śmiercią. Po amerykańsku mówimy shooting, czyli strzelanie, zrobienie zdjęcia jest zatrzymaniem czasu. Każde zrobienie zdjęcia jest zabiciem tego czasu i zabiciem tej osoby.
HANNA MARIA GIZA: Ale jednocześnie jest przedłużeniem życia. Przecież to, co pan zarejestruje swoim aparatem fotograficznym, trwa i może być żywe po wiekach, bo ktoś to odnajdzie i będzie się zastanawiał, co i dlaczego pan sfotografował.
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: To jest odżycie na nowo, natomiast fotografuje się śmierć, fotografuje się coś, co znalazło się już za nami, niejako z tyłu. W Barierce chodzi o to, żeby z jednej strony ją ożywić, a z drugiej zrobić zaczyn do języka wizualnego, po to, żeby odbiorca tę książkę wizualną mógł przeczytać, sam coś przeżyć i wyciągnąć z tego wnioski.

 


HANNA MARIA GIZA: Jest pan absolwentem wydziału Architektury na politechnice Warszawskiej. Dlaczego zajął się pan fotografią?
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: W latach sześćdziesiątych wydział architektury na Politechnice Warszawskiej był jedną z najlepszych szkół na świecie. Wykształcenie plastyczne i humanistyczne, jakie dawał, pozwoliło mi bardzo szybko zrobić postępy w pracy zawodowej – fotografowaniu mody i reklamy, co robiłem na początku.
HANNA MARIA GIZA: Zaczął pan od mody i od reklamy?
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: Pracowałem w biurach architektonicznych w Paryżu i studiując tutaj w Instytucie Urbanistyki, doszliśmy do wniosku, że bez względu na poziom rozwoju społeczeństw sytuacja mieszkalnictwa wszystkich krajów pogarsza się z pokolenia na pokolenie. Zdałem sobie wówczas sprawę, że nie jesteśmy w stanie rozwiązać problemu „społeczeństwa wielkiej liczby”. To znaczy, że model marzenia kulturalno-ekonomicznego tej cywilizacji, której szczytem było „zatańczyć
15 sierpnia w klubie nocnym z Brigitte Bardot w Saint Tropez”, nie jest dostępny dla dwóch miliardów ludzi, którzy chcieliby to zrobić równocześnie. To znaczy, że nie sposób rozwiązać problemu czysto arytmetycznego, który polegał na tym, żeby wszystkie dzieci mogły w sierpniu spędzić wakacje na Lazurowym Wybrzeżu.
HANNA MARIA GIZA: Jaki to ma związek z modą?
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: Pracując w biurze architektonicznym i projektując drzwi, ubikacje, korytarze i biura, zrozumiałem, że nie skieruję ani siebie, ani świata w dobrą stronę. Tymczasem fotografowanie kobiet (w miarę możliwości drogo) pozwoli mi mieć wystarczająco dużo wolnego czasu dla siebie, żeby zastanowić się nad tymi sprawami, które są w życiu ważne – czyli nad problemami manipulacji ludzi przez władzę.
HANNA MARIA GIZA: Czy ten świat mody, pełen pięknych kobiet i wysmakowanych kostiumów, to inna rzeczywistość niż świat, w który pan chwilę później wkroczył? W świat, gdzie prawda może by
kłamstwem, gdzie coś, co powinno człowieka ochraniać, staje się dla niego zagrożeniem?
KRZYSZTOF PRUSZKOWSKI: Fotografia jest kłamstwem absolutnym, ponieważ opowiada tylko o pozorach, o zewnętrzności rzeczy. Natomiast wyjeżdżając z Polski w 1967 roku, gdzie zaczynało się budować domy z betonu, z wielkiej płyty, przeznaczając po 7 metrów kwadratowych na osobę, zdałem sobie sprawę, że architekci stali się narzędziem w ręku aparatu politycznego, który skupia w swoim ręku kapitał i wykorzystuje dobra dla swoich celów, kształtując za pomocą betonu całe zagospodarowanie przestrzeni na sto, dwieście, tysiąc lat, ponieważ zachowania ludzi będą uwarunkowane tym, co ci architekci zrobią.

 

 

Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich fotografów.


Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz malarstwa. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.


Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

Krzysztof Pruszkowski
zaslepka_foto.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii

Jaka jest wymowa fotografii? Jej pierwotny sens? Jest nim światło. Wyczucie chwili. Kontekst ruchu zatrzymany w kadrze.

 

Moje prywatne rozmowy z mistrzami obiektywu to coś znacznie więcej niż podręcznik. To opowieść o czystym medium, poprzez które świat zewnętrzny kontaktuje się z duchem artysty, a duch artysty z tym, co widzialne, namacalne, zmysłowe.


Teraz w Państwa domowej kolekcji! Seria “Artyści mówią”.