Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Natalia Lach-Lachowicz

HANNA MARIA GIZA: Jest pani wszechstronną artystką. Znane są pani instalacje, obrazy, malarstwo, fotografia. Dlaczego zajęła się pani fotografią?
NATALIA LACH-LACHOWICZ: W Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych we Wrocławiu studiowałam projektowanie szkła, a także malarstwo i rysunek. Jednym z przedmiotów była również fotografia, bardzo przydatna na studiach. Zachwyciłam się fotografią, bo stwierdziłam, że możemy za jej pomocą pokazać coś innego niż w malarstwie, grafice czy rysunku. Widzę w niej jakąś magię, którą rzeczywistość przekłada na inne struktury, i dlatego fotografia tak bardzo mnie ciekawi.
HANNA MARIA GIZA: Że powstaje nierzeczywista rzeczywistość.
NATALIA LACH-LACHOWICZ: Owszem, można to tak nazwać. Ja nawet czasami nazywałam tak swoje prace, więc coś w tym jest. Fotografia w rzeczy samej (w swej istocie) powstaje na drodze fizykalnej rejestracji widoku. Zdaje się więc, że zjawisko utrwalane fotografią winno być prawdziwe. Tak jednak nie jest, ponieważ na zarejestrowany widok nakładamy całą warstwę przyzwyczajeń, odczuć , tęsknot i oczekiwań. To wszystko, co następuje w procesie odbioru fotograficznego widoku, jest więc mieszaniną naszego wnętrza i fizycznej rejestracji. Dopiero suma tych dwóch czynników „buduje prawdę”, ale w cudzysłowie, ponieważ ta prawda jest mieszaniną fizyki i naszej wewnętrzności.
HANNA MARIA GIZA: Pani swoją twórczością wpisuje się w nurt analitycznego i konceptualnego widzenia sztuki.
NATALIA LACH-LACHOWICZ: Miałam taki okres w swojej twórczości. Tak się złożyło, że akurat na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych artyści zaczęli być niezadowoleni z ówczesnej sztuki, z malarstwa metaforycznego i figuratywnej grafiki. Wielu artystów skierowało się ku sztuce racjonalnej, bardziej intelektualnej, i ja też byłam taką burzycielką. My Wrocław uważamy za stolicę sztuki pojęciowej, czyli konceptualnej. Pewne ugrupowania – zożone z różnych generacji, bo chodziło o artystów starszych, średniego pokolenia i bardzo młodych, poczuły się niezadowolone z tego wszystkiego, co zastały. Zaraziłam się tym nastawieniem i również zaczęłam tworzyć prace, które były nie tylko wizualnym, powierzchownym tworem przeznaczonym dla widza, ale zawierały refleksję nad samą sztuką.

 


HANNA MARIA GIZA: Czy ta idea dotyczyła także i fotografii, czy wyłącznie malarstwa?
NATALIA LACH-LACHOWICZ: Sztuka konceptualna potrzebowała wtedy innych mediów. Przede wszystkim posługiwaliśmy się fotografią, zwłaszcza ja. Ponieważ bardzo ją lubiłam, stwierdziłam, że właśnie dzięki niej pokażę to, co jest najbardziej istotnego w dziele sztuki. Oczywiście były też zapisy tekstowe, czy też zapisy rysunkowe, szkicowe. Miały one większe znaczenie niż późniejsze realizacje, do których zresztą nieraz nie dochodziło. Konceptualizm to sztuka idei, a nie przedmiotu.
HANNA MARIA GIZA: I wówczas z tego buntu, z tego niezadowolenia, z tego zniechęcenia powstała grupa PERMAFO?
NATALIA LACH-LACHOWICZ: Tak, między innymi grupa PERMAFO, mieliśmy we Wrocławiu dwie ważne galerie: Pod Moną Lisą, która pokazywała malarstwo czy instalacje, a PERMAFO jako galeria zajęła się bardziej filmem wideo, fotografią oraz performance. Właśnie tymi wszystkimi dziedzinami sztuki, które rozwinęły się w latach sześćdziesiątych. Dlaczego również i performance? Dlatego, że tu także wchodzi w grę fotografia, bo performance to dzieło ulotne i tylko jego zapis fotograficzny czy filmowy pozostaje po efemerycznym pokazie.
HANNA MARIA GIZA: Czy performance może służyć do zarejestrowania, zapisania, pokazania prawdy o ludzkiej egzystencji?
NATALIA LACH-LACHOWICZ: Oczywiście, że tak. Przecież wielu artystów uprawiających tę dziedzinę sztuki ma w swoim programie takie właśnie performance, między innymi Zbigniew Warpechowski czy Jerzy Bereś.
HANNA MARIA GIZA: Pytałam we Wrocławiu o panią Natalię LachLachowicz, ale nie wszyscy wiedzieli, o kogo chodzi. Natomiast kiedy powiedziałam „Natalia LL”, nagle ich olśniło: „Aaa, tak, to wiemy”. Czy funkcjonuje pani w świadomości osób zainteresowanych w jakimś stopniu sztuką w takim symbolicznym skrócie?
NATALIA LACH-LACHOWICZ: Nazywałam się przedtem Natalia Lach-Lachowicz, ale stwierdziłam, że to za długie nazwisko. Oczywiście Polakom nie przysparza problemów jego wymówienie, natomiast za granicą niewielu to potrafi. W 1971 roku wykonałam performance u pana Boguckiego w Warszawie, w bardzo dobrej Galerii Współczesnej. Pokazałam wielką wizytówkę, dwa metry na metr, a performance polegało na tym, że skreślałam wszystkie litery swego nazwiska od tyłu i zostawiłam tylko samo LL. Zostałam Natalią LL. Stwierdziłam wtedy, że to jest najlepsza forma i że zachowam ją jako pseudonim artystyczny. Właściwie za granicą znają mnie tylko jako Natalię LL.
HANNA MARIA GIZA: A ile symbolu jest w pani twórczości?
NATALIA LACH-LACHOWICZ: Miałam w niej kilka okresów. Zaraz po studiach zajęłam się na serio fotografią. Interesował mnie wtedy egzystencjalizm i moje zdjęcia miały taki właśnie charakter. Fascynowała mnie wówczas poetyka filmów włoskiego neorealizmu. Wykonywałam głównie portrety, i to ogromnego formatu: nazywałam je Geografią twarzy. Właśnie takie zdjęcia pokazałam na dużej indywidualnej wystawie w Mucsarnok Galery w Budapeszcie, gdzie zostały wysoko ocenione. Później zajęłam się erotyką, nie fotografowaniem aktów, tylko fotografią autentycznie erotyczną: oczywiście nie miało to nic wspólnego z pornografią. Zaczęłam tworzyć nowe przestrzenie fotografii erotycznej (1968–1969), gdzie starałam się pokazać nieprzekładalność odczucia intymnego kontaktu erotycznego. Interesował mnie wzajemny stosunek mężczyzny i kobiety, ich współzależność. Oczywiście te zdjęcia trochę w tym czasie szokowały.
HANNA MARIA GIZA: Nie była pani odsądzana od czci i wiary?
NATALIA LACH-LACHOWICZ: No, może i byłam, ale robiłam głównie pokazy zamknięte. Przychodzili na nie wyłącznie ludzie z zaproszeniami, bo na to cenzura pozwalała, i wszystko ograniczało się do grona osób, które rozumiały sztukę.
HANNA MARIA GIZA: Do jakiego stopnia artysta może pozwolić sobie na to, żeby igra
z publicznością, prowokować ją, szokować ? Pytam o granice.
NATALIA LACH-LACHOWICZ: Artysta często nie zdaje sobie sprawy z tego, że może szokować , bo on tworzy w sposób całkiem naturalny i dla niego wszystko jest normalne. Natomiast publiczność może czuć się zaskoczona. Ja sztukę erotyczną wykonywałam w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, czyli w dosyć odległych czasach, ale muszę pani powiedzieć , że w sztuce światowej też jej za wiele nie było. Byłam w pewnym sensie prekursorką. Dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych pojawił się Jeffrey Koons, Amerykanin, który szokował, bo fotografował się podczas kopulowania z Ciccioliną. A ja już takie rzeczy miałam za sobą.

 

 

Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich fotografów.


Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz malarstwa. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.


Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

 

Natalia Lach-Lachowicz
zaslepka_foto.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii

Jaka jest wymowa fotografii? Jej pierwotny sens? Jest nim światło. Wyczucie chwili. Kontekst ruchu zatrzymany w kadrze.

 

Moje prywatne rozmowy z mistrzami obiektywu to coś znacznie więcej niż podręcznik. To opowieść o czystym medium, poprzez które świat zewnętrzny kontaktuje się z duchem artysty, a duch artysty z tym, co widzialne, namacalne, zmysłowe.


Teraz w Państwa domowej kolekcji! Seria “Artyści mówią”.