Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Wojciech Kryński

HANNA MARIA GIZA: Warszawę tak pięknie fotografowano, że chyba trudno wymyślić coś nowego. Czy pan ma na nią jakiś swój sposób?
WOJCIECH KRYŃSKI: Uważam, że aby coś zrobić dobrze, najpierw trzeba się zdziwić, a później zastanowić i zrozumieć. A ponieważ od urodzenia mieszkam w Warszawie, dla mnie jest ona codziennością i nic mnie w niej nie dziwi. Musiałem tę codzienność odrzucić i na nowo popatrzeć na miasto. A to nie takie proste. Bardzo chętnie na przykład fotografowałem Kraków, który jest miastem dla mnie obcym, ale niezwykłym, i tam na każdym kroku coś budzi we mnie zdziwienie. W Warszawie, jak sądziłem, znam każdy kamień, ale okazało się to nieprawdą. Zrobiłem parę zdjęć, których do tej pory nie zrobił chyba nikt. Przede wszystkim według mojej koncepcji książki jest to miasto puste, bez ludzi, fotografowane o świcie lub o zmierzchu.
HANNA MARIA GIZA: Czyli w porach, kiedy światło jest tajemnicze, dziwne.
WOJCIECH KRYŃSKI: I jakby wyjęte z rzeczywistości, jakieś ponadczasowe.
HANNA MARIA GIZA: Gdybyśmy nie mieli świadomości zrekonstruowania Starówki, można by sądzić, że to jest autentyczne Stare Miasto. Tak pan sfotografował fragmenty Starówki, jakby nigdy nie skalał jej murów żaden ślad współczesności.
WOJCIECH KRYŃSKI: Tak. Rankiem nie ma jeszcze wystawionych ogródków, nie ma ludzi, którzy odwracają uwagę od architektury. Można więc ją kontemplować i słuchać gruchania gołębi… bo o świcie, kiedy jest rzeczywiście cicho, słychać nawet odgłos kroków po bruku. Ja nie mam nic przeciwko temu, co się dzieje na Starówce, gdzie występują jacyś grajkowie czy mimowie, ale wtedy ogląda się ludzi. A mnie chodziło o pokazanie murów tego miasta, architektury.
HANNA MARIA GIZA: Tu właśnie jest zdjęcie ceglanego gotyckiego muru.
WOJCIECH KRYŃSKI: Tuż obok tej jedynej ocalałej baszty i takie stare kamienie…
HANNA MARIA GIZA: Piękny nie tylko kolor, ale także światło.
WOJCIECH KRYŃSKI: Tak, bo wyraźnie widać różne faktury. Czuje się upływ czasu. Niektórzy mogliby powiedzieć, że Starówka warszawska jest nowa, że to atrapa, dekoracja, ale tam jest jednak jakiś szczególny duch.
HANNA MARIA GIZA: „Największe wrażenie robią zdjęcia, na których światło walczy z ciemnością. Wtedy Stare Miasto staje się tajemnicze i władcze. Nic, ani parasole kawiarenek, ani obrazy, ani ludzie nie przesłaniają jego piękna i bogactwa. Detale bogato zdobionych fasad, stylowe latarnie, rzeźby, które nadały nazwy kamienicom, kute w metalu szyldy, rzygacze w kształcie smoków, zegar słoneczny” – tak napisano o tym albumie. Kamienica – na zdjęciu, które właśnie oglądamy – za murem, zatopiona w zieleni drzew, rosnących również za murem, wygląda jakby nagle została omieciona reflektorem, sztucznym światłem. A pan to robił z ciemności.
WOJCIECH KRYŃSKI: Tak, to właśnie zaleta fotografowania o wczesnej lub późnej porze. Słońce oświetla obiekt jak punktowy reflektor, zawsze gdzieś znajdzie sobie jakąś szparkę. Zazwyczaj tego nie widzimy, ponieważ wszyscy wtedy śpią. A to jest właśnie najpiękniejsze, poranne światło. Zachodzące słońce czasami widujemy, ale wschodzące – rzadko.
HANNA MARIA GIZA: Kiedy wszyscy śpią i całe miasto pogrążone jest we śnie, pan wychodzi sobie świtem z aparatem i szuka obiektu do fotografowania?
WOJCIECH KRYŃSKI: Szukam przeżycia, zdziwienia, że oto spostrzegłem coś, czego normalnie nie można doświadczyć.
HANNA MARIA GIZA: Czy historia miasta, takiego szczególnego miasta, jakim jest Warszawa, ma jakieś znaczenie?
WOJCIECH KRYŃSKI: Jest w tej książce zdjęcie gołąbków wyrzeźbionych nad portalem. Rzeźbę tę umieszczono tam na pamiątkę pewnej kobiety ze Starego Miasta, która mieszkała wśród gruzów i każdego ranka karmiła w tym miejscu gołębie. To był pierwszy przejaw życia na powojennej Starówce.

 


HANNA MARIA GIZA: Zdjęciu towarzyszy tekst: „Stado gołębi obsiadło portal domu przy Piwnej 6. Kamienną rzeźbę odkuła w latach 1952–1953 Janina Karwowska. Upamiętniła gołębiarkę – starą kobietę gnieżdżącą się w ruinach domu zaraz po zakończeniu drugiej wojny światowej. Ludzie nie znali jej imienia, znały ją ptaki”. Nie tylko niezwykłe światło charakteryzuje pana zdjęcia, ale także rytmiczne sekwencje okien, załomów murów, kamieni.
WOJCIECH KRYŃSKI: Ach, to nie moja zasługa, tylko budowniczych tych kamieniczek, które tworzą te rytmy. Są rytmy kolorystyczne, rytmy pionów, poziomów. Trzeba po prostu patrzeć i umieć je znaleźć.
HANNA MARIA GIZA: Pod względem zieleni Warszawa jest miastem uprzywilejowanym. Niewiele miast, nie tylko w Polsce, ale i w Europie, posiada tyle parków, tyle ulic obsadzonych pięknymi drzewami. Często są to bardzo stare drzewa. Aż trudno zrozumieć, w jaki sposób zdołały przetrwa
kataklizmy. Ale najpiękniejszym zielonym obiektem jest kompleks pałacowo-ogrodowy, czyli Łazienki Królewskie. Ogrody można zapewne fotografować tak, jak wszystko inne. Banalnie, zachwycając się jakimś sentymentalno-nostalgiczno-nastrojowym widoczkiem. Ale można je też fotografować tak, że one żyją. Nawet w bezruchu zdjęcia czuje się jakiś ruch, na przykład lekki wietrzyk, który przemyka gdzieś między gałęziami kasztanowców.
WOJCIECH KRYŃSKI: Na tę książkę o parkach i ogrodach Warszawy namówili mnie wydawcy. Wydawało mi się, że fotografowanie krzaków nie mających żadnego układu albo rytmu jest zupełnie pozbawione sensu. Ale gdy zacząłem spacerować, okazało się, że te parki, ogrody też mają swoje założenia, swoje osie...
HANNA MARIA GIZA: Żyją własnym życiem.
WOJCIECH KRYŃSKI: Właśnie. No i zafascynowało mnie to. Zacząłem biegać po nich z aparatem o różnych porach dnia i nocy.
HANNA MARIA GIZA: I porach roku. Te żółte i złote liście kasztanowców mówią, że to złota jesień.
WOJCIECH KRYŃSKI: A tu jest zdumiewające zdjęcie Łazienek zrobione ze śmigłowca. Zdumiewa mnie zresztą za każdym razem, chociaż sam je wykonałem. Ogromne morze zieleni z wodą pośrodku, a gdzieś na krańcach tego lasu – jakieś miasto.
HANNA MARIA GIZA: Architekci projektujący Łazienki w XVII wieku czy Tylman van Gameren i Dominik Merlini rozbudowujący je w XVIII wieku nie mieli możliwości, aby popatrzećna nie z góry.
WOJCIECH KRYŃSKI: Tak, oni nawet sobie nie wyobrażali, że tutaj wyrośnie wielkie miasto. Łazienki były przecież poza nim. Dojeżdżało się tam.
HANNA MARIA GIZA: A co, poza tym widokiem z lotu ptaka, zdziwiło pana w Łazienkach?
WOJCIECH KRYŃSKI: Łazienki są dla mnie w ogóle dziwnym miejscem. Całe życie mieszkałem na Żoliborzu, skąd do miasta się jeździło, a do Łazienek urządzało się prawdziwą wyprawę raz do roku. Pamiętam, że było to dla mnie głębokie przeżycie, bo w pewnym momencie nie byłem już w stanie się zorientować, gdzie jestem, w którą stronę idę. Może stąd wzięło się to wrażenie tajemniczości.
HANNA MARIA GIZA: W którym z warszawskich parków jest taka duża woda?
WOJCIECH KRYŃSKI: I łódki z dwoma wiosłami. W Parku Praskim. To mnie też zdumiewa. Ludzie pływali łódkami po ogromnym stawie w środku miasta, tuż koło Stadionu Dziesięciolecia. Park Praski, poza Łazienkami, jest chyba najbardziej zadbany w Warszawie. Aż się wierzyć nie chce. Czyściutki, wymuskany, bez jednego papierka.

 


Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich fotografów.


Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz malarstwa. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.


Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

Wojciech Kryński
zaslepka_foto.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii

Jaka jest wymowa fotografii? Jej pierwotny sens? Jest nim światło. Wyczucie chwili. Kontekst ruchu zatrzymany w kadrze.

 

Moje prywatne rozmowy z mistrzami obiektywu to coś znacznie więcej niż podręcznik. To opowieść o czystym medium, poprzez które świat zewnętrzny kontaktuje się z duchem artysty, a duch artysty z tym, co widzialne, namacalne, zmysłowe.


Teraz w Państwa domowej kolekcji! Seria “Artyści mówią”.