Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Bogdan Konopka

HANNA MARIA GIZA: Powiedział pan: „Fotografia jest do oglądania, bo jakże mówić o tym, o czym milczy obraz”. Czy to znaczy, że rozmowa o fotografii nie ma sensu, że powinien wystarczyć sam obraz?
BOGDAN KONOPKA: Uważam, że jeśli jestem autorem jakiejś konkretnej fotografii, to powinienem o niej jak najmniej mówić. W momencie, kiedy się ją publikuje w jakimś piśmie czy w książce, albo wiesza na ścianie w galerii, i tak pierwszą i ostatnią instancją jest człowiek, który tę fotografię ogląda.
HANNA MARIA GIZA: Jaka jest relacja między człowiekiem a fotografią, między fotografią a człowiekiem? Tym człowiekiem fotografującym, człowiekiem fotografowanym i człowiekiem oglądającym?
BOGDAN KONOPKA: No, namieszała pani bardzo mocno, wprowadzając jeszcze człowieka fotografowanego. A przecież zdjęcia, o których rozmawiamy, są pozbawione ludzi. Tutaj są tylko dwie instancje – fotografujący i oglądający. To jest loteria, wszystko zależy od tego, kto spojrzy na zdjęcie. Może się zdarzyć, że moje intencje zostaną odczytane zupełnie inaczej, niż chciałem albo też dokładnie tak, jak tego pragnąłem. To jest ryzyko zawodowe. Nigdy nie wiemy, kto przyjdzie, co go poruszy czy coś w nim zmieni, o ile w ogóle poruszy i zmieni. To jest niewiadoma. To zależy od tego, z jaką intencją fotografia została zrobiona, ale i od tego, kto na nią patrzy, w jakim znajduje się stanie ducha. Moje fotografie drażnią na przykład biznesmenów. W dzisiejszym świecie fotograf czy artysta powinien żyć ze sprzedaży swoich dzieł, czyli zależny jest od tego, czy ktoś je kupi, żeby sobie powiesić w domu lub w biurze. Ale ten świat, który ja fotografuję, jest trudny, tak jak trudne są rzeczy, o których mówię. To świat, który czasami uwiera, bo nie jest światem dobrobytu… Trudno jest biznesmenowi powiesić taką fotografię na ścianie za biurkiem, ponieważ zwykle w jego biurze mówi się o zupełnie innych rzeczach, o innym świecie i przypominanie, że taki trudny świat istnieje, bywa bolesne, prawda?
HANNA MARIA GIZA: Na przykład taką fotografię z cyklu Euroland, realizowanego w Rumunii, w Bułgarii, w Polsce. Gdzie jeszcze?
BOGDAN KONOPKA: W książce Euroland pokazałem kraje Europy Środkowej, ale nie tylko – jest i Wenecja, i Paryż, i Szwajcaria.
HANNA MARIA GIZA: A czy coś łączy te miejsca?
BOGDAN KONOPKA: Tak. Wspólne europejskie korzenie. Tylko że materia ewoluuje znacznie szybciej w krajach bogatych, a znacznie wolniej tam, gdzie jest bieda… To jedyna różnica. Chciałem pokazać, że takie same zapyziałe kąty – że się tak wyrażę – można zobaczyć w każdym kraju, nawet w Szwajcarii.

 


HANNA MARIA GIZA: Jedno z tych zdjęć robi szczególne wrażenie. Przedstawia ścianę budynku, gdzie na całej powierzchni widniała niegdyś reklama: dziewczynka trzymająca w ręku szklankę coca-coli. Kiedy pan fotografował tę ścianę, ona już była pełna liszajów, obłaził z niej odpadający tynk. To niezwykle przygnębiający symbol rzeczywistości, w której żyjemy. Rzeczywistości, która trwa i nie ma zamiaru się zmienić.
BOGDAN KONOPKA: Takie zapomniane kąty mówią o nas więcej, niż te wypucowane, gdzie wszystko jest piękne i kolorowe. Ale ja właściwie nie wiem, co chciałem tutaj powiedzieć. Kiedy fotografuję takie motywy, odczytuję to jako pytanie skierowane przede wszystkim do mnie samego. Stykam się z jakąś rzeczywistością, która mi stawia pytanie: a czy ty widziałeś coś takiego w życiu? Nie, nie widziałem. No, to sfotografuj mnie. Więc tak robię i dopiero potem się zastanawiam, co to w ogóle znaczy, a więc mówiąc szczerze, jako artysta nie daję nikomu żadnych odpowiedzi. Ja tylko przekazuję widzowi to samo pytanie, które zostało mi zadane przez rzeczywistość. A cała reszta jest tylko sprawą techniki – jak ja to zrobię, w jaką formę to ubiorę. Według mnie chodzi tu oczywiście o jakaś formę poetycką, bo uważam, że sztuka to poezja. Fotografia jest przede wszystkim poezją. I chyba dlatego niełatwo to zrobić, bo poezja zawiera się w tym, co jest między wierszami – dokładnie tak jak na tej fotografii. Moglibyśmy mówić i pół godziny na jej temat.
HANNA MARIA GIZA: I na temat tej puszki coca-coli, która symbolizuje świat amerykańskiego dobrobytu, wspaniale rozwiniętą gospodarkę, ale na odrapanej ścianie, z której odpada tynk, został tylko jej nikły ślad.
BOGDAN KONOPKA: Zapomnienie. Wszystko ucieka w zapomnienie. Zmieniają się generacje. Młodzi pełni zapału i dobrej woli chcą stworzyć inny, lepszy, nowy świat, odcinają się od korzeni. Ta coca-cola też jest jakimś przywołaniem świata, który odszedł. I pewnie ten mur jest znacznie starszy niż ja, prawda? Podejrzewam, że ma więcej niż pięćdziesiąt lat. Ale ciekawa rzecz: bardzo często motywy, które ja fotografuję, są w bardzo krótkim czasie wyburzane. Te miejsca znikają. Mam wrażenie, jakbym chodził po lesie i szukał grzybów, ale nie wiem, gdzie je znajdę. Z fotografią jest tak samo. Idzie się, dźwiga ten ciężki sprzęt, ten statyw i się szuka – albo się coś znajdzie, albo nie. No i jeszcze trzeba mieć dobre światło.
HANNA MARIA GIZA: Co znaczy określenie „poezja fotografii”? Czy fotogeniczność to jest właśnie ona?
BOGDAN KONOPKA: Poezja fotografii to jest cisza fotografii. Kiedy pani czyta wiersz, to nie słowa stanowią o poezji, tylko to, co powstaje pomiędzy nimi. W fotografii jest dokładnie tak samo. Oczywiście są jakieś obiekty, elementy, które tworzą obraz: ściana, okno, puszka coca-coli, ale to już zależy od interpretacji tego, kto ten wiersz będzie czytał. Natomiast mówiąc o poezji w moich fotografiach, miałem na myśli ich formę – to są miniaturki. One mają po prostu wielkość kartki pocztowej. A to już jest poezja sama w sobie, bez krzyku, bez hałasu. Przede wszystkim moje fotografie nie są czarno-białe. One są szare, bo moje oko nigdy w życiu nie widziało nic całkowicie czarnego ani nic białego – zawsze mogę przecież znaleźć bielszy odcień bieli i czarniejszy odcień czerni. Czyli między czernią a bielą, które są dla mnie abstrakcją, jest szarość. Trzeba sobie przypomnieć z lekcji fizyki, że istnieje jedynie model ciała doskonale czarnego. Tylko model teoretyczny. To jest światło, które się musi odbić w sadzy mnóstwo razy, żeby zaistniała czerń. Biel dla oka również nie istnieje, bo śnieg nie jest biały. Tak naprawdę białe może być tylko słońce, ale nie możemy tego zobaczyć, bo to boli. W związku z tym, jeśli fotografia miałaby małpować rzeczywistość czy brać ją jako pierwowzór, to powinna się w jakiś sposób próbować do niej zbliżyć. Ja celowo nie mówię o kolorze, bo to jest odrębny temat. Kolor wprowadza anegdotę. I dlatego właśnie używam czerni i bieli, że to się sprowadza do czegoś, co jest graficzne, z zachowaniem półtonów. Ja nie mówię o tonach. To są właściwie wszystko jakieś ćwierćtony, półtony, mikroskopijne cząstki, które stwarzają w szarościach ułudę tego, że mamy do czynienia z czymś, co oko mogłoby teoretycznie zobaczyć właśnie w taki sposób.
HANNA MARIA GIZA: Czy to znaczy, że pan tak widzi świat? Że pan transponuje ten kolorowy świat na swoje postrzeganie i oglądanie go w szarościach?
BOGDAN KONOPKA: Myślę, że dwie rzeczy grają tu rolę. Oczywiście, że ja w jakiś sposób odbieram świat emocjonalnie. To nie polega na tym, że ja go tak widzę, tylko na tym, że go emocjonalnie tak właśnie odbieram, a potem również emocjonalnie go przetwarzam i tłumaczę. W tym przypadku jestem tłumaczem rzeczywistości na język fotografii. Bo ja się wypowiadam w języku fotografii. Czasem słyszę, że ktoś mówi: „Ach ja jestem artystą, kupiłem sobie aparat i teraz będę uprawiał fotografię”. No dobrze, panie kochany, tylko czy pan wie coś o tej fotografii? Czy pan ją spróbował poznać? Zwykle nie. Zwykle to jest człowiek, który skończył jakąś szkołę sztuk pięknych i co nieco wie o sztuce, natomiast o naturze fotografii bardzo niewiele.
HANNA MARIA GIZA: Co trzeba wiedzieć o fotografii, żeby móc fotografować?
BOGDAN KONOPKA: Ja myślę, że to jest dokładnie tak samo, jak z samochodem. Prowadzenie samochodu nie stanowi problemu. Praktycznie każdy chłopiec jest w stanie wskoczyć do niego i bez prawa jazdy pojechać przed siebie. Problem polega na tym, że trzeba znać znaki drogowe i cały kodeks drogowy. W dzisiejszych czasach może pani zrobić zdjęcie telefonem i nie musi wiedzieć o tym, jak to zdjęcie powstało. Ale czy jest pani fotografem? Nie. Natomiast ja wypowiadam się w języku fotografii, jest mi więc niezbędna wiedza, a można ją zdobyć tylko w jeden sposób: uprawiając fotografię, sprawdzając, zmieniając papiery, zmieniając chemię – to cała skomplikowana kuchnia. Oczywiście, nikt nie pyta gospodyni, jak zrobiła wspaniały obiad, tylko mówi, że jest wspaniały. I widać, że ona się zna na kuchni. I że ją lubi, że ją kocha, że włożyła w nią całe swoje serce. Z fotografią jest podobnie, przynajmniej z tak pojmowaną fotografią, bo można i zmienić maskę, i przy aparacie cyfrowym to już jest zupełnie co innego, i przy pikselach, prawda?
HANNA MARIA GIZA: W jaki sposób powstają pana zdjęcia?
BOGDAN KONOPKA: Te, które pokazuję na wystawach – bo robię także inne, których nie pokazuję – powstają w bardzo śmieszny sposób. Używam starych, wielkoformatowych aparatów, jakimi posługiwano się pod koniec XIX wieku i na początku XX.

 


 

Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich fotografów.


Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz malarstwa. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.


Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

Bogdan Konopka
zaslepka_foto.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii

Jaka jest wymowa fotografii? Jej pierwotny sens? Jest nim światło. Wyczucie chwili. Kontekst ruchu zatrzymany w kadrze.

 

Moje prywatne rozmowy z mistrzami obiektywu to coś znacznie więcej niż podręcznik. To opowieść o czystym medium, poprzez które świat zewnętrzny kontaktuje się z duchem artysty, a duch artysty z tym, co widzialne, namacalne, zmysłowe.


Teraz w Państwa domowej kolekcji! Seria “Artyści mówią”.