Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Stefan Bałuk

HANNA MARIA GIZA: W jakich okolicznościach zrobił pan pierwsze zdjęcia wojenne?
STEFAN BAŁUK: Pierwsze takie zdjęcia zrobiłem we Lwowie, w którym znalazłem się po kilku dniach wojny, ponieważ dokładnie 6 września zgłosiłem się jako ochotnik w Lublinie. Egzaminy na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego stanowiły pewnego rodzaju przeszkodę w zmobilizowaniu mnie już na wiosnę 1939 roku, inaczej niż w przypadku wielu moich kolegów. W związku z tym w momencie wybuchu wojny, po apelu pułkownika Romana Umiastowskiego, wraz z nawałą uchodźców z Warszawy, którzy przemieszczali się ze swoim dobytkiem w kierunku na Lublin, znalazłem się w Lublinie, w dziewiątym baonie broni pancernej. Zabrałem ze sobą aparat. Nieduży aparacik Retina 2 z wysuwanym mieszkiem, który mi dzielnie służył przez pierwsze miesiące wojny.
HANNA MARIA GIZA: Na wojnę zabiera się różne rzeczy, ale bardzo rzadko aparat fotograficzny.
STEFAN BAŁUK: Przed wojną z zamiłowaniem oddawałem się fotografii pejzażowej, fotografowałem też architekturę. Właściwie moje zainteresowanie fotografią datuje się od wczesnych lat młodości, ponieważ kończyłem gimnazjum ojców pijarów w Rakowicach pod Krakowem, gdzie było pięknie zorganizowane studio i atelier fotograficzne, i tam po raz pierwszy zetknąłem się ze sztuką fotograficzną. I połknąłem tego bakcyla już na zawsze. Zaczęło się od zdjęć kolegów, z wycieczek, a z biegiem czasu przerodziło się w pasję. Wybiegnę trochę w przyszłość powojenną – w latach siedemdziesiątych zostałem przyjęty do Związku Artystów Fotografików. Przez całą wojnę nie rozstawałem się z aparatem. Tak się złożyło, że spotkałem się z bardzo życzliwym stosunkiem moich przełożonych. Miałem w swoim zbiorze ponad 120 zdjęć generała Sikorskiego z jego wizyt i inspekcji w jednostkach wojskowych. Przełożeni umożliwiali mi też posługiwanie się kamerą w czasie wykonywania takich czy innych obowiązków służbowych.
HANNA MARIA GIZA: Co pan zarejestrował na tych pierwszych, lwowskich zdjęciach?
STEFAN BAŁUK: Przede wszystkim dworzec kolejowy we Lwowie, który w dużej mierze został zrujnowany podczas ataku Luftwaffe. Cała lewa strona i częściowo prawa budynku dworcowego uległy kompletnemu zniszczeniu. To było w połowie września 1939 roku.
HANNA MARIA GIZA: Przed sowiecką agresją?
STEFAN BAŁUK: Tak, jeszcze przed nią i przed poddaniem Lwowa dowództwu sowieckiemu. Zrobiłem także wiele zdjęć z bombardowanych obiektów, na przykład kościoła bernardynów czy rafinerii spirytusu oraz cały szereg domów mieszkalnych. Dokumentowałem te zniszczenia, dopóki byłem we Lwowie. Dalsze moje losy przebiegały tak, jak bardzo wielu Polaków, mianowicie zielona granica polsko-węgierska itd. We Lwowie usiłowałem także reprodukowa sowieckie afisze, które jako rozporządzenia rozlepiano w mieście.

 


HANNA MARIA GIZA: Co było na tych afiszach?
STEFAN BAŁUK: Proszę spojrzeć na to zdjęcie: „Rozkazuję wszystkim obywatelom, którzy ukończyli szesnasty rok życia i przybyli do miasta Lwowa po 1 września, zarejestrować się w terminie trzech dni w rejonowych oddziałach Gwardii Robotniczej w swoich dzielnicach. Właściciele domów i hoteli zobowiązani są zameldować w ciągu 24 godzin wszystkie nowo przybywające osoby w oddziałach Gwardii Robotniczej. Osoby, które się nie zastosują, będą pociągane do odpowiedzialności”. W podpisie: kpt. Ryżow, naczelnik zarządu Gwardii Robotniczej we Lwowie. To było jedno z pierwszych ogłoszeń, jakie ukazały się na murach Lwowa. Uważałem, że są to rzeczy ważne, ponieważ w pewien sposób ilustrowały stosunek sowieckich władz do mieszkańców Lwowa i były wstępem do okupacji.
HANNA MARIA GIZA: Przeszedł pan przez Węgry na Zachód, a potem wrócił do Polski już jako cichociemny. Przez cały czas pan fotografował, czy dopiero po skoku do Polski?
STEFAN BAŁUK: Fotografowałem przez całą wojnę, co zresztą później zostało docenione, ponieważ po powołaniu mnie do służby w kraju, czyli po długim okresie przygotowawczym, stałem się tak zwanym cichociemnym i moją specjalnością była właśnie fotografia, przeznaczona do użytku czysto wojskowego, a ściśle mówiąc, do wywiadu. Kierowałem się zawsze wartością zdjęcia: nie chodziło mi o to, by stanowiło ono po prostu kolejny obrazek, chciałem, żeby koniecznie mówiło samo za siebie. Jeśli na przykład zdarzyło się, że przyjechała brytyjska królowa, stanęła przed oddziałem i wszyscy wydali okrzyk na jej cześć, to takie rzeczy mnie nie interesowały. Ale wówczas, kiedy dochodziło do skupienia wszystkiego, co najbardziej atrakcyjne, bo i królowa, i Naczelny Wódz general Władysław Sikorski, i poczet sztandarowy, i sztandar – to było to najlepsze, co mogłem z całej uroczystości pokazać. Zawsze starałem się polować, jak dobry myśliwy, na najciekawsze obiekty. Przyleciałem do Polski 10 kwietnia 1944 z pełnym wyposażeniem laboratorium fotograficznego. Do naszych osiągnięć należało wówczas to, że opanowaliśmy umiejętność operowania mikroskopem sprzężonym z aparatem fotograficznym w ten sposób, że meldunek całostronicowy A4 mieścił się w takiej małej kropce, jaką zostawia mucha na szybie. Wiele długich wywodów, meldunków sytuacyjnych dotyczących ordre de bataille wojska niemieckiego na terenach polskich, wszystko w ten sposób przekazywano do Londynu. Moja misja fotograficzna, jeżeli można to tak żartobliwie nazwa, która zakończyła się dokumentacją żyjących mieszkańców Warszawy, była niezależna od mej właściwej działalności. Przy wielkiej pomocy Wydziału Legalizacji, którym dowodził porucznik Jankowski, słynny „Agaton”, nabyliśmy mieszkanie przy ulicy Chłodnej 20, przewieziono do niego zawartość moich sześciu kontenerów, w których były mikroskopy, aparaty do powiększeń itd., i zacząłem montować, naturalnie konspiracyjne, laboratorium.

 



Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich fotografów.


Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.


 

W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz malarstwa. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.


Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

Stefan Bałuk
zaslepka_foto.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami fotografii

Jaka jest wymowa fotografii? Jej pierwotny sens? Jest nim światło. Wyczucie chwili. Kontekst ruchu zatrzymany w kadrze.

 

Moje prywatne rozmowy z mistrzami obiektywu to coś znacznie więcej niż podręcznik. To opowieść o czystym medium, poprzez które świat zewnętrzny kontaktuje się z duchem artysty, a duch artysty z tym, co widzialne, namacalne, zmysłowe.


Teraz w Państwa domowej kolekcji! Seria “Artyści mówią”.