Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Marcin Mroszczak

ELŻBIETA DZIKOWSKA: Reklama nie musi być sztuką. Ale może?
MARCIN MROSZCZAK: Czasem się zdarza, że reklama ociera się o sztukę. Ostatnio byem pod wrażeniem społecznej kampanii, którą przeprowadzia belgijska agencja reklamowa Happienes. Autorzy projektu pomagali czyścić skażone ropą plaże Zatoki Meksykańskiej. Zebranej przez siebie ropy użyli zamiast farby drukarskiej do wydrukowania limitowanej serii plakatów Oil & Water. Don’t mix.
Plakat zaprojektował Anthony Burrill, jeden z najwybitniejszych typografow brytyjskich. Wydrukowano go w limitowanej ilości egzemplarzy, a pieniądze z jego sprzedaży wpacono na konto organizacji, która koordynowała usuwanie skutków katastrofy ekologicznej. Kupiłem jeden egzemplarz i ma on dla mnie taką samą wartość jak obraz, fotografia czy jakiekolwiek inne dzieło sztuki. Tak więc, czy coś jest reklamą czy sztuką, to czasami jedynie sprawa kontekstu.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: To cel szlachetny, ale chyba nieczęsty w reklamie, gdzie najważniejszy jest skutek, czyli sprzedać i zarobić jak najwięcej.
MARCIN MROSZCZAK: Oczywiście. Na pierwszym miejscu jest efekt. Pomysł i styl musi być mu podporządkowany. Co z tego, że operacja była arcydziełem chirurgii, jeśli pacjent umarł.

 


ELŻBIETA DZIKOWSKA: Ja pamiętam pana jako znakomitego grafika, autora świetnych plakatów, uznanego przez Macmillan Publisher za jednego z najwybitniejszych designerów i architektów XX wieku. Nie żal panu tej przeszłości?
MARCIN MROSZCZAK: Zbudowałem na niej teraźniejszość, a sądzę, że i przyszłość. Ale cóż – o naszym losie, także o sztuce, decyduje ekonomia. Prócz tego rownież przypadek i łut szczęścia.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Miał go pan?
MARCIN MROSZCZAK: Najpierw było tragicznie. Katastrofa. Stan wojenny zastał mnie w Belgii, gdzie byłem wizytującym profesorem zatrudnionym na trzy miesiące, Akademia jednak, choć niezgodnie z prawem, przetrzymała mnie przez rok. Chciałem wyjechać do Anglii, ale byłem jakby przypisany do Belgii. Kiedy starałem się o wizę, nigdy nie powiedziano mi „nie”, ale też nigdy „tak”. A kiedy holenderscy przyjaciele wyciągnęli do mnie rękę i zaprosili na wykłady do Holandii, to okazao się na granicy, że nie mam odpowiednich dokumentów. Zostałem zatrzymany i w konsekwencji skazany przez sąd w Bredzie na grzywnę, za – jak to napisano w sentencji wyroku „próbę nielegalnego przekroczenia granicy holenderskiej”. Belgia bardzo szybko okazała się zbyt maym rynkiem jak na moją designerską specjalizację. Owszem, mogłem robić plakaty, ale pod warunkiem, że zaprojektuję je za darmo i znajdę sponsora na ich wykonanie. Moja sytuacja materialna stała się szybko fatalna.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: I wtedy zabrał się pan za reklamę?
MARCIN MROSZCZAK: O nie, to nie było takie proste. Życzliwi znajomi radzili mi wprawdzie, że jeżeli nie chcę umrzeć z głodu, to powinienem spróbować znaleźć pracę w agencjach reklamowych, ale gdy obszedłem wszystkie z moim portfoliem polskiego plakacisty, rozmawiając z wieloma dyrektorami kreatywnymi, to obiecywano do mnie zadzwonić, lecz telefon wciąż był głuchy. Zrozpaczony, stawiałem pasjanse, ale wciąż mi nie wychodziły.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: I wtedy – łut szczęścia?
MARCIN MROSZCZAK: Tak, wreszcie zadzwonił telefon z jednej agencji. Szukano kogoś, kto potrafiłby zrobić nowy layout dla flamandzkiego dziennika „De Morgen”, a z mojego portfolio wynikało, że się na tym znam. Dyrektor agencji powiedział, że może mi zaproponować skromne pieniądze, ale po trzech miesiącach wrócimy do rozmowy o warunkach. Kiedy ujawnił, o jaką sumę chodzi, o mało zemdlałem z wrażenia. Po kilku dniach przeżylem jeszcze większe zaskoczenie, bo okazało się, że to była tygodniówka!

 

 

Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami grafiki. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich grafików.

Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom malarstwa oraz fotografii. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.

Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

 

Marcin Mroszczak
zaslepka_graficy.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami grafiki

Mowa grafików jest jak język potoczny. Żywa, barwna i zmienna, wszędzie ją słychać, a właściwie widać.

 

Grafika to wyrafinowane techniki: miedzioryty, linoryty, drzeworyty, czy litografie, które podziwiamy w muzeach i galeriach. Grafika to również dziesiątki kolorowych magazynów w kioskach i zwracające uwagę plakaty na słupach ogłoszeniowych.

 

Teraz w Państwa domowej kolekcji. Seria “Artyści mówią”.