Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Jan Lenica

ELŻBIETA DZIKOWSKA: Panie profesorze, co jest dla pana ważniejsze – film czy plastyka?
JAN LENICA: Nie ma gradacji, uprawiam te dziedziny równolegle, są zresztą do siebie zbliżone. Zrazu pewne rozwiązania przenosiłem z plastyki do filmu, a później doświadczenia filmowe wykorzystywałem w grafice, na przykład w plakacie.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Obie pasje wywodzą się zatem z tego samego myślenia?
JAN LENICA: Siłą rzeczy, bo to ta sama, moja głowa. Metody pracy mogą być różne, bo film trwa w czasie i muszę to brać pod uwagę. Pociągała mnie w nim absolutna niezależność: sam pisałem scenariusze, sam je rysowałem, sam zajmowałem się montażem.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Był pan jedynym ich autorem.
JAN LENICA: Autorem kompletnym. Bo w filmie jest wszystko ze środka, ze mnie, podczas gdy plakat robi się na zadany temat. Albo trzeba się wtedy podporządkować zamówieniu, albo wyrazić myśl w sposób własny, subiektywny.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Pana ojciec i dziadek byli malarzami. Czy to właśnie przesądziło o pańskiej karierze plastycznej?
JAN LENICA: Nic podobnego, ojciec pragnął, żebym został muzykiem. Pianistą. Uczyłem się więc w średniej szkole muzycznej, ale po latach przestało mi to odpowiadać psychicznie.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Wolał pan architekturę.
JAN LENICA: Architektura była również kompromisem i pozostała dla mnie teorią. W latach 50., najgorszym okresie stalinizmu, można było co najwyżej zatrudnić się w biurze projektów i tworzyć architekturę socrealistyczną. To mi nie odpowiadało, zwłaszcza że już wcześniej uprawiałem satyrę polityczną, a wkrótce plakat i grafikę warsztatową, gdzie miałem więcej swobody. Plakat był zresztą jedną z nielicznych dziedzin, które wyszły z socrealizmu obronną ręką.

 


ELŻBIETA DZIKOWSKA: Pięknym tego przykładem są plakaty Tadeusza Trepkowskiego.
JAN LENICA: Mają do dziś wymowę, którą w nich zawarł. Z wyjątkiem przypisywanego mu plakatu o złej sławie, „AK – zapluty karzeł reakcji”. Jestem przekonany, że on go nie zrobił. Nikt się zresztą do niego nie przyznaje, został tak skrzętnie usunięty z historii, że nie wiadomo nawet, jak dokładnie wyglądał. Nie mogli go znaleźć historycy sztuki, nigdzie nie był reprodukowany. A przecież wiadomo, że istniał.*
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Jak wyglądały studia malarskie u własnego ojca?
JAN LENICA: Mogłem go jedynie podglądać, przypatrywać się, jak maluje. Interesowała mnie też literatura na temat malarstwa, reprodukcje, pocztówki; ojciec miał ich wiele. W sztuce jest niesłychanie ważne, żeby wciąż mieć kontakt z wybitnymi dziełami. Nie zdobyłem jednak wtedy żadnego doświadczenia praktycznego, warsztatu. Przeszliśmy z ojcem taką samą drogę, bo on także nie uczył się malarstwa. Studiował muzykę, był skrzypkiem. W rodzinie tylko dziadek Kubowicz studiował malarstwo. W Monachium. Choć w sprawach czysto artystycznych zupełnie się ze sobą nie zgadzali, to on nauczył ojca przygotowywać płótno, posługiwać się farbami. W gruncie rzeczy ojciec był więc amatorem. Ja tak samo. Nie grałem na fortepianie, nie budowałem domów. Zacząłem uprawiać to, czego się nie uczyłem, i miałem z tym piekielne trudności, zwłaszcza na początku. Nie wiedziałem, na jakim papierze maluje się plakat, jakimi farbami. A dowiedzieć się nie było łatwo, bo koledzy niechętnie zdradzali zawodowe tajemnice. Kiedyś udało mi się jednak podpatrzyć Trepkowskiego. Zaprosił mnie pewnej nocy do pracowni, bo musiał na rano skończyć plakat. Wcisnął mi więc w rękę pędzel i powiedział, co mam robić. Jego technika zupełnie mi jednak nie odpowiadała. Plakat powstawał wtedy sposobem litograficznym, a była to technika niesłychanie żmudna, w ciągu jednej nocy musiałem zrobić kilkanaście tysięcy kropeczek. I powiedziałem sobie: wystarczy, to sprzeczne z moją naturą. Sam musiałem się dorobić kuchni warsztatowej: tu podpatrzyć, tam przeczytać, coś pokombinować. Pierwsze plakaty wyglądały strasznie, dopiero po wielu latach doszedłem do przyzwoitego poziomu technicznego.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Czy pamięta pan swój pierwszy plakat?
JAN LENICA: Zadecydował o nim przypadek. Zaproponował mi jego wykonanie mój kolega, Krzysztof Gruszczyński, który napisał właśnie sztukę socrealistyczną. Plakaty filmowe zacząłem robić później i czułem się w nich najlepiej, bo miałem najwięcej swobody.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Czy „melodyjność” pana plakatów to wpływ wykształcenia muzycznego?
JAN LENICA: Być może. Plakaty operowe robię zawsze do muzyki. Libretto jest nieważne, to jedynie pretekst. W operze istnieje tylko muzyka i staram się ją wizualizować. Chyba udało mi się to w wypadku Wozzecka.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: To plakat uhonorowany wieloma nagrodami. Pańskie plakaty są dla mnie plastyczną arią.
JAN LENICA: Tak jak i w innych dziedzinach, w plakacie również lubię pracować systematycznie i długofalowo; tylko wtedy można znaleźć własną formę.

 

 

* Autorem plakatu jest Włodzimierz Zakrzewski.

 

Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami grafiki. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich grafików.

 

Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom malarstwa oraz fotografii. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.

 

Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

Jan Lenica
zaslepka_graficy.jpg

Artyści mówią. Wywiady z mistrzami grafiki

Mowa grafików jest jak język potoczny. Żywa, barwna i zmienna, wszędzie ją słychać, a właściwie widać.

 

Grafika to wyrafinowane techniki: miedzioryty, linoryty, drzeworyty, czy litografie, które podziwiamy w muzeach i galeriach. Grafika to również dziesiątki kolorowych magazynów w kioskach i zwracające uwagę plakaty na słupach ogłoszeniowych.

 

Teraz w Państwa domowej kolekcji. Seria “Artyści mówią”.