Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

Zdzisław Beksiński

 

ELŻBIETA DZIKOWSKA: Bardzo trudno było uzyskać tę rozmowę. Kluczył pan i kluczył, żeby mnie zniechęcić. Dlaczego tak pan stroni od wywiadów?
ZDZISŁAW BEKSIŃSKI: Bo niedługo już dojdzie do tego – pomyślałem – że opracuję sobie w jakimś zakładzie pieczątkę, trzydzieści pieczątek, sześćdziesiąt pieczątek z odpowiedziami na sześćdziesiąt typowych pytań. Kiedy będzie padać pytanie, na przykład co znaczą treści wyrażone w moich obrazach, poszukam pieczątki numer 16, dmuchnę i przybiję. Uprości to cały proceder.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Pana obrazy są jakby pieczątką rozpoznawalną od pierwszego wejrzenia. To jest Beksiński i nikt inny.
ZDZISŁAW BEKSIŃSKI: Wiele moich zastrzeżeń wobec własnych obrazów wynika z przyczyn pozaartystycznych, między innymi z ciasnoty tego pomieszczenia. Muszę malować je w określonych formatach, żeby można je było pakować do takich samych skrzyń. Robi się z tego fabryka, która mnie samego irytuje. Najchętniej malowałbym każdą rzecz zupełnie inaczej, na innym tworzywie. Ale wymagałoby to miejsca na składowanie. Potrzebowałbym specjalnych sztalug, więcej przestrzeni, a tego prawdopodobnie mieć nie będę, przynajmniej w tym życiu.

 


ELŻBIETA DZIKOWSKA: Nie myślałam o formatach, mówiąc o pana stylu. Kilka razy miałam okazję przebywać w tej pracowni i zawsze był pan zajęty malowaniem. Odniosłam wrażenie, że malowanie jest dla pana wszystkim: zarówno pracą, jak i hobby, rozrywką, odpoczynkiem – po prostu istotą pana życia...
ZDZISŁAW BEKSIŃSKI: Z jednej strony nic innego robić nie potrafię z wyjątkiem malowania obrazów i śmiertelnie się nudzę, kiedy choćby przez godzinę nie mogę malować. Z drugiej strony malowanie nie jest znów tak przyjemne. Właściwie są to wręcz setki godzin pracy, która ma tylko pokonać opory technologii, a nie robienie czegokolwiek nowego. Momenty, kiedy ma się zabawę z malowania, są stosunkowo nieliczne. I właściwie nie wiadomo, dlaczego człowiek musi robić koniecznie to, a nie coś innego. Podejrzewam jednak, że niezależnie od tego, co wybiera się w życiu, prędzej czy później wpada się w stereotyp, petryfikuje się i działa już w określonych ramach.
ELŻBIETA DZIKOWSKA: Pana biografia nie świadczy bynajmniej o petryfikacji, nie studiował pan nawet sztuk pięknych, lecz architekturę, zajmował się pan fotografią i płaskorzeźbą w metalu, malował pan inaczej, nie jest to więc droga całkiem konwencjonalna.
ZDZISŁAW BEKSIŃSKI: Każdy w pewnym momencie wybiera to, co mu najbardziej odpowiada. W moim wypadku było to dochodzenie po pewnej krzywej do tego, co może od początku czekało na końcu tej drogi. Odmienność stylistyczna dzieł, które tworzyłem, wynikała z tego, że byłem wtedy młody i o wiele bardziej zależny nie od tego, co bym chciał robić, lecz od tego, co robić wypadało. A wypadało być wówczas takim, jakim właśnie byłem. To znaczy naśladowałem pewne wzorce, a w każdym razie dostosowywałem się do tych, które w owym czasie w sztuce panowały. A ponieważ w tym okresie panował abstrakcjonizm – byłem abstrakcjonistą.

 

 


Ciąg dalszy dostępny w publikacji: Artyści mówią. Wywiady z mistrzami malarstwa. Był to fragment z książki dostępnej w wersji albumowej (cena 49zł) oraz w wersji aplikacji iPad prezentującej, od kuchni, jednych z najwybitniejszych polskich malarzy.

Sztuka staje się jeszcze ciekawsza, kiedy poznajemy okoliczności, w jakich powstawała. Ton każdemu wywiadowi nadaje sam artysta, mówiąc otwarcie o tym, kim jest naprawdę – zdejmując zasłonę ze swoich obrazów.

 

 


W cyklu Artyści mówią przygotowaliśmy również tom poświęcony mistrzom grafiki oraz fotografii. W wolnych chwilach zanurz się w nastrojowej, nieskrępowanej wyobraźni najwybitniejszych polskich artystów i z satysfakcją podziwiaj ich prace eksponowane w polskich i zagranicznych galeriach sztuki.

Zwierzenia, których na co dzień nie słychać. Dyskusje, których nie można powtórzyć. Dzieła, które stały się ikonami.

Zdzisław Beksiński