Rosikon press

Twój koszyk jest pusty

CIESZĄ MNIE NAWET DROBIAZGI - ROZMOWA Z ELŻBIETĄ DZIKOWSKĄ

Jestem właściwą osobą do pytania o szczęście. Dlaczego? Bo pochodzę z małego, prowincjonalnego miasta na Podlasiu, a zobaczyłam cały świat. Nigdy nie stawiałam ograniczeń wyobraźni i marzeniom. A poza tym umiałam się cieszyć z małych rzeczy – pięknej pogody, uśmiechu innych ludzi, spotkań z przyjaciółmi. Jeśli umiemy czerpać szczęście z rzeczy drobnych, to zdarzą się nam też te wielkie. Moje życie jest tego doskonałym przykładem. Kiedy byłam na studiach, piękne, fascynujące miejsca na świecie mogłam poznawać z książek. Kiedy czytałam o Wielkim Zimbabwe czy świątyni Angkor Wat, marzyłam, by je zobaczyć na własne oczy i to pragnienie w sobie pielęgnowałam. Opłaciło się. Do Angkor Watu dotarłam po 30 latach, a do Wielkiego Zimbabwe po 35 latach od momentu, kiedy postanowienie we mnie zakiełkowało. Co ciekawe, kiedy wreszcie stanęłam przy Wielkim Zimbabwe, był piękny zachód słońca i czułam się najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi, chciałam tę chwilę uwiecznić. I wtedy wysiadły mi baterie w aparacie. Byłam załamana, ale stwierdziłam, że skoro tak się stało, to muszę tu jeszcze wrócić. I cztery lata później byłam tam znowu.
To zdarzenie nauczyło mnie, że nie wolno poddawać się niepowodzeniom, że nieszczęścia nie mogą nas załamać. Mnie los nie oszczędzał, miałam sporo przykrych momentów. Traktowałam je jak przystanki przed nadchodzącymi chwilami szczęścia. I dlatego udało mi się osiągnąć wiele rzeczy, które takimi chwilami były: uczestniczyłam w odkrywaniu Vilcabamby – legendarnej stolicy Inków, czy doprowadziłam do budowy pomnika Ernesta Malinowskiego na przełęczy Ticlio w Peru. Staram się fotografować miejsca, których odwiedzenie dało mi radość, a potem wydaję albumy i robię wystawy. Teraz wydaję album „Uśmiech świata" ze zdjęciami twarzy uśmiechniętych ludzi ze wszystkich kontynentów. Robię to, bo chcę, żeby Polacy byli radośniejsi. Ludzie, których spotykałam podczas podróży, zazwyczaj byli znacznie biedniejsi niż Polacy, a mimo to szczęśliwi. Mnie cieszy, że programy, które robię, zdjęcia, wystawy wciąż ktoś chce oglądać. Dzięki temu ciągle mogę dzielić się szczęściem. Co ważne – dzielić się, a nie narzucać. Kiedyś Nina Terentiew w „Bezludnej wyspie" zapytała mnie, co chciałabym, żeby napisano o mnie w encyklopedii. Odpowiedziałam: „Elżbieta Dzikowska – kobieta szczęśliwa". Cały czas to podtrzymuję. I wiem, że najszczęśliwsze dni są wciąż przede mną. Nie wiem, gdzie je spędzę, jakie miejsca świata dadzą mi to poczucie, ale jedno jest pewne: one wciąż na mnie czekają. DZIENNIK 08.10.2007 Patrz UŚMIECH ŚWIATA

Informacje

Data
20/10/2007

Kalendarz | starsze